Od kilku tygodni popyt nie może się otrząsnąć z letargu i trend spadkowy jest aż nadto wyraźny. Wzrost prawdopodobieństwa wojny z Irakiem, słabe rezultaty firm amerykańskich w IV kwartale ubiegłego roku spowodowały, że indeksy za oceanem zmierzają coraz bardziej wyraźnie do jesiennych minimów.
W środę głos zabrał szef Rezerwy Alan Greenspan. W jego wystąpieniu znalazła się ocena polityki gospodarczej administracji republikańskiej. Dawno Greenspan tak zdecydowanie nie wyrażał obaw o trafność decyzji, dlatego jeden z senatorów określił przemówienie szefa FOMC "pocałunkiem śmierci". Greenspan stwierdził, że tak silna stymulacja fiskalna jest przedwczesna i rodzi kłopoty z deficytem budżetowym. Szybki wzrost gospodarczy pozwala wprawdzie poradzić sobie z tym problemem, jednak nie jest to już takie oczywiste w długim terminie. Rynki wsłuchują się w wypowiedzi szefa Rezerwy i zareagowały na nie spadkami.
Przykrych rozczarowań związanych z rezultatami finansowymi korporacji nie było w ostatnich dniach (poza przypadkiem Applied Materials). Wyniki Coca-Coli i Network Appliance były zgodne z oczekiwaniami analityków. Największy producent napojów chłodzących na świecie z powodu niekorzystnych różnic kursowych poinformował, że ubiegłoroczne zyski zmniejszyły się o 5%.
Niepewność inwestorów co do przyszłej koniunktury na rynkach akcji wzrosła, gdy okazało się, że zapasy ropy naftowej spadły do najniższego od 27 lat poziomu. Spadek zapasów zwiększa zapotrzebowanie na import tego surowca. Polityka amerykańska w tej kwestii od dłuższego czasu jest dość jasna. Wydobycie krajowe nie ma tak dużego znaczenia dla rezerw, jak zakupy w innych państwach. Wojna w Zatoce, doprowadzi do wzrostu cen tego nośnika energii. A wówczas być może rząd amerykański będzie musiał zmodyfikować swoją politykę w zakresie wydobycia w Stanach Zjednoczonych.
W Europie od dłuższego czasu panują niewesołe nastroje. DJ Stoxx 50 wykonuje jedynie kolejną nawrotkę do przełamanego wsparcia w okolicach 2270 pkt. To wciąż nie jest dobry czas na inwestycje w akcje.