Mimo to, że podczas czwartkowych notowań WIG20 odrobił prawie wszystkie straty poniesione dzień wcześniej, nie wpłynęło to na poprawę technicznego obrazu indeksu największych spółek. Stało się tak dlatego, że nie została domknięta, choć w ciągu dnia kupujący podjęli taką próbę, niewielka luka bessy ze środy. Te kilka punktów perspektywy ma bardzo ważne znaczenie. Z tego powodu można z coraz większym przekonaniem mówić o zakończeniu wzrostowej korekty. Podaż ma cały czas w ręku jeden silny argument: nie został jeszcze wypełniony zasięg spadków, wynikający z formacji konsolidacji, tworzonej od listopada ub.r. do drugiej połowy stycznia br. Na tej podstawie można oczekiwać dotarcia WIG20 do wysokości 1050 pkt. Takie oczekiwania potwierdza przełamanie pod koniec stycznia silnego wsparcia w postaci 61,8-proc. zniesienia październikowo-listopadowej poprawy koniunktury. Przed ożywieniem się podaży przestrzega także dzienny MACD, który dotarł do swojej średniej. Ze względu na kierunek średniookresowego trendu należy zakładać, że się od niej odbije, zapowiadając kolejną falę przeceny. Gdyby jednak udało się przeciąć średnią, trzeba będzie przyjąć, że rozpoczęła się korekta całej fali styczniowych zniżek i indeks dotrze w okolice 1040 pkt.

Wydaje się, że dzisiejsza sesja może być rozstrzygająca z punktu widzenia odpowiedzi na pytanie o kierunek rynku w następnych dniach. Zniżka poniżej 1098 pkt. potwierdzi, że WIG20 powraca do zniżkowej tendencji i zagrozi nie tylko przełamaniem ostatniego dołka przy 1090 pkt, ale też atakiem na okno hossy z 11 października ub.r. Gdyby jednak dzisiejsza sesja przyniosła kontynuację wzrostów, można przypuszczać, że ośmieli to kupujących do bardziej zdecydowanych działań. Wtedy realne stanie się szybkie dotarcie do 1140 pkt. Na tej drodze najważniejszym oporem jest połowa czarnej świecy z 4 lutego. Wypada ona na wysokości 1124 pkt. Ze względu na wymienione na początku czynniki optymistyczny wariant ma niewielkie szanse na realizację.