Czwartek przyniósł dalszy wzrost notowań ropy naftowej do nowego, najwyższego poziomu od dwóch lat. Złożyły się na to to dwa czynniki - spadek zapasów tego surowca w USA i coraz większe obawy przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie. Amerykańskie rezerwy ropy są obecnie najmniejsze od 1975 r., co budzi poważny niepokój, zważywszy możliwość ataku na Irak, a także ograniczone dostawy z Wenezueli. Niektórzy uczestnicy rynku mieli nadzieję, że rządy państw zachodnich uruchomią oficjalne zapasy, aby zapewnić odpowiednią podaż. Komisja Europejska wyraziła jednak przekonanie, że obecnie nie istnieje niebezpieczeństwo przerwania dostaw ropy, a eksporterzy są w stanie utrzymać je na wymaganym poziomie.
W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w marcu płacono wczoraj po południu 33,11 USD, wobec 32,45 USD w końcu sesji środowej. Ceny ropy są obecnie zbliżone do poziomu z 2000 r., gdy rząd prezydenta Clintona zdecydował się na uruchomienie strategicznych rezerw. Wynoszą one 600 mln baryłek ropy.
Coraz większe prawdopodobieństwo konfliktu zbrojnego, a także obawy przed aktami terroru na terenie USA i Wielkiej Brytanii pobudziły zwyżkę notowań złota. Po przejściowym spadku do najniższego poziomu od sześciu tygodni kruszec ten znów zyskał na atrakcyjności, a dodatkowo przyczyniło się do tego osłabienie dolara. W Londynie uncja złota kosztowała wczoraj 355,95 USD, wobec 352,75 USD dzień wcześniej.
Tymczasem napięta sytuacja polityczna i niskie ceny akcji spowodowały spadek notowań miedzi. Za tonę tego metalu w kontraktach trzymiesięcznych płacono w Londynie 1658 USD, wobec 1696 USD w środę.