Wczorajszy dzień europejskie parkiety rozpoczęły od znacznych spadków. Inwestorzy najwyraźniej przestraszyli się przeceny, jaka w końcówce środowej sesji dotknęła amerykańskie indeksy. Spadki nie trwały jednak długo. Około godziny 10.00 popyt zdołał opanować sytuację. Wtedy też rynki zaczęły powolną wspinaczkę do góry. Pozwoliło to nie tylko na odrobienie porannych strat, ale także na wyjście na plusy. Niestety, sesje w Nowym Jorku zaczęły się od spadków, co skutecznie podcięło skrzydła europejskim bykom.

Warto jednak zapamiętać opisane zachowanie giełd. Możliwe, że coś się zmienia w postrzeganiu rynku i inwestorzy dochodzą do wniosku, że najbardziej prawdopodobne scenariusze, związane z ewentualną interwencją USA w Iraku, są już zawarte w cenach akcji. Tak bowiem traktuję przyzwoite zachowanie europejskich indeksów na dzień przed raportem inspektorów ONZ o Iraku. Raportem, który może przesądzić, czy raczej przesądzi, o wojnie. Jeżeli bowiem wierzyć specjalistom wojskowym mówiącym, że druga połowa lutego to optymalny czas rozpoczęcia działań wojennych, to trzeba zakładać, iż USA zaatakują, niezależnie od tego, czy będą miały błogosławieństwo ONZ, czy też nie.

Paradoksalnie wojna w Iraku powinna pomóc rynkom. Wynika to z faktu, że nie będzie ona zaskoczeniem, gdyż pytanie, jakie teraz zadają sobie rynki, nie brzmi "czy" tylko "kiedy". Ponadto należy pamiętać, że z większości analiz wynika, że ta wojna będzie szybka. Duży kapitał wydaje się podzielać ten pogląd i zamiast sprzedawać akcje, spokojnie czeka na rozwój wypadków. Dokładnie to wyczekiwanie widać na przykładzie amerykańskich indeksów, które zamiast dynamicznie spadać, osuwają się na niewielkich obrotach.

Oczywiście, z punktu widzenia analizy technicznej, nie ma podstaw do oczekiwania zmiany trendu, przed testem ubiegłorocznych minimów (w przypadku DJIA i S&P500) czy też jednej z dwóch luk hossy, jakie ma Nasdaq Comp. na drodze do 1114 pkt. Jednak analiza obrotów każe zachować ostrożność. Może się bowiem zdarzyć, że trend odwróci się nagle i to w najmniej oczekiwanym momencie.