Pomysłowość urzędnicza nie zna granic. Szkoda, że najczęściej nie dotyczy zakresu obowiązków, tylko cudzych pieniędzy. O tym, że szlag człowieka może trafić, gdy patrzy na wykoślawione prowadzenie tzw. reformy systemu emerytalnego pisałem wielokrotnie. Jednak pomysły, sygnalizowane ostatnio, mogą przyprawić normalnie myślącego człowieka o mdłości lub doprowadzić do furii. Po raz kolejny, ale z większą zaciekłością, lewicowi urzędnicy dobierają się do cudzych pieniędzy. Przychodzi im to z o tyle większą łatwością, że - w związku z zaawansowanym wiekiem - zapewne w większości nie są objęci obowiązkiem uczestniczenia w drugim filarze systemu i pojęcie "fundusz emerytalny" ma dla nich wymiar wyłącznie akademicki. A cudze pieniądze wydaje się najlepiej...
Dwie informacje są istotne. Pierwsza - to mętne sugestie, że środki z funduszy emerytalnych miałyby wesprzeć inwestycje infrastrukturalne. Przymusu ma ponoć nie być, ale... Po co w takim razie w ogóle taka zapowiedź? Druga informacja to równie niejasna zapowiedź, że metodę uregulowania wielomiliardowych długów ZUS-u wobec nas wszystkich poznamy za kilka miesięcy. Wielka mi łaska! Przecież to skandal i złodziejstwo. A nie żadne dobrodziejstwo! W biały dzień pieniądze z naszych podatków (w postaci tzw. składek) zamiast wędrować tam, gdzie powinny (tzn. na indywidualne rachunki w prywatnych funduszach) są marnotrawione. I, co mnie zupełnie przeraża, dzieje się to za Państwa przyzwoleniem, Szanowni Inwestorzy, Analitycy, Czytelnicy i Krytycy! Dajecie nabijać się w butelkę urzędnikom. A Wasze emerytury? A inwestycje? Kiedy się obudzicie?
To była tylko przygrywka. Teraz dopiero będzie górnolotnie! Jako inwestor i posiadacz kapitału zgromadzonego na indywidualnym rachunku w prywatnym funduszu emerytalnym pragnę oświadczyć, że:
1. Nie życzę sobie, by jakikolwiek minister wskazywał, w co ma inwestować mój fundusz emerytalny,
2. Żądam, by zarządzający funduszu nie słuchał ministra (pracy czy finansów, obojętne),