Gerhard Schmid zwrócił się do niemieckich banków o ochronę. MobilCom jest im winny 162 mln euro. Ogłoszenie niewypłacalności przez założyciela firmy przybliża przejęcie kontroli nad posiadanymi przez niego akcjami MobilCom przez wierzycieli, czyli właśnie banki. Dotychczas, pomimo utraty w czerwcu ub.r. stanowiska przewodniczącego, Schmid wciąż starał się utrzymać kontrolę nad spółką, mającą 9% niemieckiego rynku telefonii komórkowej. Syndykiem masy upadłościowej państwa Schmid został mianowany przez sąd we Flensburgu Otto Gellert, radca podatkowy.

- Były szef MobilCom kupił pod koniec 2001 r. miliony akcji spółki na kredyt, a zabezpieczeniem był jego dotychczasowy udział. Zapłacił wtedy średnio ok. 20 euro na akcję. Obecnie są one warte zaledwie nieco ponad 3 euro - powiedział Bloombergowi Werner Staeblein, analityk ING Financial Markets.

MobilCom w połowie ub.r. był bliski bankructwa. Na pomoc spółce przyszedł wtedy niemiecki rząd oraz France Telecom, które wykupiły długi operatora warte 7 mld euro. Jednym z warunków umowy było jednak odejście Schmida ze stanowiska dyrektora generalnego oraz przeniesienie prawa do zarządzania jego udziałami w spółce na rzecz Helmuta Thoma, członka rady nadzorczej MobilCom, który kontroluje obecnie firmę. Schmid dwukrotnie zrywał umowę o pełnomocnictwo. Wraz z żoną posiada 42% akcji.

Zarówno Thoma, jak i analitycy twierdzą, że działania Schmida nie będą miały większych konsekwencji, jeśli chodzi o stosunki z France Telecom. - Umowa z francuskim operatorem jest niezagrożona. Schmid nie może bez pozwolenia sprzedać swoich akcji. Myślę, że Helmut Thoma pozostanie osobą, która będzie kontrolować jego udziały - powiedział Matthias Quaritsch, rzecznik prasowy MobilCom.