Wireless-Fidelity - tak nazywa się ta nowość - umożliwia sprawdzanie poczty, przeglądanie stron internetowych oraz np. dostęp do swoich kont przedsiębiorcom poprzez przenośne komputery. Ma ona jednak jeden zasadniczy mankament. Jest technologią stacjonarną. Traci wszelkie swoje zalety np. podczas jazdy taksówką. Ponadto jej użytkowanie będzie wymagać rozbudowania na terenie Europy sieci tzw. hot spots, czyli nadajników wyposażonych w specjalne oprogramowanie do odbioru i wysyłania fal radiowych. Użytkownik będzie musiał znaleźć się w obrębie 150 m od jednego z takich miejsc, aby móc korzystać z usług technologii. Wciąż jednak operatorzy oceniają, że w ciągu najbliższych czterech lat liczba użytkowników Wi-Fi może wynieść 8 mln osób na całym świecie. Technologia UMTS ma w tym czasie przynieść operatorom telekomunikacyjnym 100 mld USD przychodów, z czego 25% przypadnie na usługi dostępu do internetu. Rynek Wi-Fi szacuje się na ok. jedną dziesiątą tej wielkości.

Technologia Wi-Fi jest - jak twierdzą specjaliści - substytutem, który ma zastąpić klientom szybki bezprzewodowy dostęp do internetu. Operatorzy nie zdołali bowiem sprostać wymaganiom rynku na bazie innych powszechnych technologii. Od kilku lat największe spółki, jak np. Deutsche Telekom, ponoszą bardzo duże straty z tytułu nieudanych inwestycji w nowe technologie oraz firmy tracące swoją kapitalizację.

Stary kontynent jest w przypadku Wi-Fi zacofany w stosunku to Ameryki Płn. Na zachodnim wybrzeżu USA jest ona stosowana już od kilu lat. Także w Europie są już jednak spółki, które dostarczają tego typu usługi z dość dużym powodzeniem. W Paryżu jedna z nich zakłada Wi-Fi w co lepszych hotelach, a niemiecka Lufthansa testuje możliwości jej zastosowania w samolotach.

Dotychczas na terenie Europy działa ok. 1500 hot spots. Większość operatorów chce jednak znacznie tę sieć rozbudować. British Telecom planuje, że w 2005 r. będzie miał już 4000 takich stacji.