W ostatnich trzech tygodniach sesje następujące po dużych wzrostach przebiegały dość podobnie. Rynek był wtedy bardzo nieufny, jakby nie bardzo wierzył we wzrost z dnia poprzedniego. Tak samo było i wczoraj, choć skala wahań (jednocześnie rozchwiania nastrojów rynkowych) była znacznie mniejsza, aniżeli na sesjach na przykład 30 stycznia czy 4 lutego.

Krótkoterminowa sytuacja techniczna indeksu WIG20 jest dla mnie bardzo klarowna. Przełamanie SK-15, połączone z utworzeniem luki hossy, stanowi silny sygnał kupna w perspektywie kilku kolejnych sesji (i to pomimo małego obrotu). Teraz wspomniana średnia i dolne ograniczenie luki stanowić będą wsparcie, a jednocześnie poziom obrony długich pozycji. Rynek pierwszy test już zdał - nie udało się zamknąć luki hossy na sesji wczorajszej, a to, że indeks wszedł w ogóle w jej obszar, to efekt wahnięcia kursu Telekomunikacji Polskiej.

Kolejne opory to strefa 1140-1146 pkt. i znajdująca się nieco wyżej średnia krocząca z 45 sesji. Średnia zbiega się z połową korpusu wielkiej czarnej świecy z 24 stycznia. Wydaje mi się, że jeśli giełdy zachodnie zamkną się na poziomie co najmniej z godziny 16.00 (DJ +150 pkt., DAX +20 pkt.), to na sesji środowej rynek prawdopodobnie pokusi się o test pierwszego z wymienionych oporów. Bez wsparcia (a raczej uspokojenia) z Zachodu, rodzimym inwestorom może zabraknąć odwagi na kontynuację korekcyjnego odbicia, a na dodatek ci, którzy otworzyli długie pozycje w kilku ostatnich dniach, mogą je jeszcze szybciej zlikwidować.

Z drugiej strony, mam wielkie obawy o trwałość zwyżki, gdyż dwa tygodnie temu zostało przełamane wsparcie w postaci 62-proc. zniesienia fali wzrostowej z okresu październik-grudzień. Próba zastosowania w tym wypadku filtru czasowego (musiałby być dwutygodniowy!) byłaby dla mnie naginaniem faktów do z góry założonego scenariusza. W mojej ocenie, WIG20 jednoznacznie się wówczas "zdeklarował", że docelowym zasięgiem spadku jest poziom zeszłorocznego minimum - 1040 pkt.