Po wczorajszej sesji wygląda na to, że po raz kolejny udało się odwlec w czasie dalsze spadki indeksu WIG20. Skala wzrostu była wystarczająca, by powrócił on ponad średnią kroczącą z 15 sesji, która jeszcze w środę okazała się skuteczną barierą podażową. Niemniej ponownie wzrosty nie zostały potwierdzone obrotami i w dalszym ciągu utrzymuje się sytuacja, w której większa aktywność inwestorów występuje w towarzystwie czarnych, a więc spadkowych świec. Dlatego też, dopóki nie nastąpi w rozkładzie obrotów zmiana, można będzie wykluczyć szanse na uzyskanie większej przewagi przez kupujących. Tym bardziej że nieopodal bieżących poziomów czai się cała masa oporów, wśród których znajduje się luka bessy (1140-1126 pkt), połowa czarnej świecy (1155 pkt), przełamana linia szyi podwójnego szczytu (1155 pkt), średnia krocząca z 45 sesji (1159 pkt). Po przeciwnej stronie mamy natomiast tylko jedno wsparcie rozciągające się między poziomami 1090-1100 pkt, jakie wyznacza średnioterminowa linia trendu wzrostowego. Można ją poprowadzić od dołka zanotowanego we wrześniu ub.r. Ostateczne złamanie tej linii będzie wiązało się z zakończeniem trwającej obecnie korekty, która, niestety, nie przyniosła większego odreagowania, a jedynie chwilowe uspokojenie nastrojów.

Jednak, jeżeli przyjrzeć się wskaźnikom, widać wyraźnie, że to uspokojenie nastrojów dobiega końca i czas przygotować się na wybicie z obecnego prostokąta. Większość wskaźników znajduje się obecnie w dość newralgicznych punktach, gdyż opuściły one już strefy wyprzedania i powróciły w okolice swoich poziomów równowagi. Jeżeli wskaźniki ugną się pod ich ciężarem, wówczas z całą pewnością nastąpi kontynuacja spadków na rynku, gdyż jednocześnie dojdzie do załamania dywergencji, jakie stanowią obecnie jedyny pozytywny sygnał dla kupujących. Dotyczy to przede wszystkim wskaźniku impetu, Price ROC, a także Ultimate Oscillator. Następna bariera popytowa znajduje się dopiero na poziomie 1040 pkt i nie należy zapominać, że taki zakres spadków wróży nam formacja podwójnego szczytu.