Po czwartkowej zniżce, spowodowanej wzrostem zapasów ropy w USA, w piątek notowania tego surowca zaczęły znów rosnąć. Głównym powodem było stwierdzenie amerykańskiego sekretarza obrony Donalda Rumsfelda, że Stany Zjednoczone dysponują już wystarczającymi siłami na Bliskim Wschodzie, aby zaatakować Irak. Pojawiły się też informacje o możliwości udostępnienia wojskom amerykańskim baz na terenie Turcji.

Wiadomości te zwiększyły prawdopodobieństwo wybuchu wojny, chociaż USA i Wielka Brytania mają poważne trudności z przekonaniem do użycia siły pozostałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ. Do wzrostu cen ropy przyczynił się też atak zimy w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych oraz rosnące w tej sytuacji zużycie oleju opałowego. Jego rezerwy są obecnie o 31% mniejsze niż w ubiegłym roku. W Londynie baryłka gatunku Brent z dostawą w kwietniu kosztowała wczoraj po południu 32,10 USD, wobec 31,56 USD w końcu sesji czwartkowej.

Cena złota podniosła się wraz ze zwiększeniem jego atrakcyjności jako zabezpieczenia przed inflacją. Bezpośrednią przyczyną był szybszy wzrost cen hurtowych w USA. Zwyżce notowań sprzyjały też obawy przed wojną oraz niski kurs dolara. W Londynie za uncję tego kruszcu płacono w piątek po południu 352,85 USD, wobec 352,25 USD dzień wcześniej.

Zdrożała również miedź. Tona tego metalu w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała wczoraj w Londynie 1695 USD, wobec 1665 USD w czwartek. Pomimo niepewnej sytuacji politycznej przed wyprzedażą miedzi powstrzymywał inwestorów brak wyraźnych symptomów ponownego osłabienia koniunktury w gospodarce światowej.