Cena ropy naftowej po wtorkowym spadku, wczoraj znowu lekko wzrosła. Tym razem powodem zwiększonych zakupów był prognozowany dalszy spadek amerykańskich zapasów surowej ropy i jej przetworów, zwłaszcza oleju opałowego, a to ze względu na dłuższą i mroźniejszą niż zazwyczaj zimę w USA, które zużywają więcej energii niż jakikolwiek inny kraj na świecie. Sytuacja jest tym bardziej groźna, że już w ub. tygodniu zapasy ropy w USA były najniższe od 28 lat. Nastroje na rynku uspokoiły nieco informacje o zwiększonych dostawach z Arabii Saudyjskiej. Z kolei szef Organizacji Państw Eksporterów Ropy Naftowej Abdullah bin Hamad al-Attiyah wyraził opinię, że na najbliższym, marcowym posiedzeniu OPEC nie zmieni limitów wydobycia ropy ze względu na jej wysokie ceny. We wtorek ropa za oceanem staniała aż o 2,5%, gdy sekretarz energetyki zapowiedział, że jeśli wojna z Irakiem "poważnie" zakłóci dostawy, to zostaną rezerwy strategiczne USA, wynoszące 600 mln baryłek. Wczoraj po południu baryłka ropy Brent z Morza Północnego w dostawach na kwiecień kosztowała na londyńskiej giełdzie paliwowej 32,9 USD, wobec 32,32 USD na wtorkowym zamknięciu.

Cena złota spadła wczoraj o 1,6%. Na popołudniowym fixingu w Londynie za uncję płacono 351,9 USD, wobec 357,6 USD we wtorek. Na giełdzie złoto staniało już we wtorek wieczorem do 350,4 USD, gdy bank centralny Portugalii poinformował o sprzedaniu 30 ton. Dalszym spadkom zapobiegło rosnące prawdopodobieństwo wojny w Iraku po deklaracji Saddama Husajna, iż wolałby on umrzeć, niż zdecydować się na wygnanie.

Cena tony miedzi na Londyńskiej Giełdzie Metali wynosiła po południu 1744 USD, wobec 1718 USD na zamknięciu poniedziałkowej sesji.