Czwartek przyniósł wzrost notowań ropy naftowej w Nowym Jorku do 39,99 USD za baryłkę, tj. najwyższego poziomu od wojny w Zatoce Perskiej. Bezpośrednim powodem był spadek rezerw tego surowca w USA. Są one teraz najmniejsze od prawie 28 lat, a jednocześnie maleją zapasy oleju opałowego i napędowego, na które popyt może jeszcze wzrosnąć. Coraz większe napięcie przed spodziewanym atakiem na Irak sprawia, że ropa na rynku nowojorskim jest znacznie droższa niż w Londynie. Wczoraj różnica ta, uwzględniając koszty transportu, wynosiła już ponad 5 USD na baryłce. Istotną przyczyną jest spekulacja, która winduje notowania, mimo przekraczania przez państwa OPEC limitów wydobycia. Starając się uspokoić kraje importujące ropę, sekretarz generalny tej organizacji Alvaro Silva stwierdził, że OPEC może wyrównać ewentualny niedobór tego surowca, spowodowany wojną na Bliskim Wschodzie. Na razie nie wiadomo, czy w wypadku konfliktu zbrojnego państwa wysoko uprzemysłowione zdecydują się uruchomić rezerwy strategiczne. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w kwietniu płacono wczoraj po południu 33,35 USD, wobec 33,07 USD w końcu sesji środowej.
Złoto początkowo zdrożało, ale później jego cena spadła w Londynie do 349,45 USD za uncję z 354,35 dzień wcześniej. Atrakcyjność tego kruszcu zwiększała perspektywa wybuchu wojny, chociaż wzrost notowań hamowała jego wyprzedaż przez fundusze inwestycyjne.
Miedź w kontraktach trzymiesięcznych staniała w Londynie do 1736 USD za tonę, z 1744,50 USD w środę. Mimo realizacji zysków, metal ten cieszy się wciąż powodzeniem wśród inwestorów.