Po prawdziwym pogromie na dwóch pierwszych sesjach mijającego tygodnia, w czasie których DAX stracił 6%, pozostałe dni upłynęły w spokojniejszej atmosferze. Zanim do poprawy nastrojów doszło, główny niemiecki indeks spadł do 2450 pkt, co było najniższą wartością od ponad 6 lat. Bessa ponownie odciska piętno na tamtejszym rynku akcji i na razie trudno wskazać techniczne powody, dla których sytuacja miałaby się zmienić. Wprawdzie ostatnia fala spadkowa, która trwa od początku grudnia 2002 r., ma mniejszą dynamikę, niż choćby wyprzedaż na jesieni zeszłego roku, ale to chyba za mało, żeby prognozować zwrot na rynku.
Dwie linie trendu
Tempo spadku wytyczają dwie, widoczne na wykresie 1, linie trendu. Indeks znajduje się poniżej obydwu z nich. Szybsza linia trendu wyznacza opór na 2600 pkt. W piątek wykres indeksu przełamał opór wyznaczany na 2555 pkt przez dołek z połowy lutego. Sytuację techniczną znacząco mogłoby zmienić dopiero przebicie wolniejszej linii i wzrost ponad szczyty ukształtowane w ostatnim miesiącu (2750 pkt). W takim wypadku na wykresie pojawiłaby się formacja rozszerzającego się trójkąta, co byłoby wystarczającą przesłanką do zmiany trendu w średnim terminie. Wtedy wartość DAX bardzo szybko mogłaby powrócić ponad 3 tys. punktów. Nie jestem zwolennikiem takiego scenariusza. Ale wobec dość nerwowej sytuacji na giełdach, biorę pod uwagę szybką zmianę nastrojów.
Długoterminowy trend spadkowy na niemieckim rynku akcji przebiega pod znakiem realizacji głowy z ramionami, która powstała na wykresie w latach 1998-2002. Zgodnie z wysokością głowy z ramionami, mierzoną na wykresie logarytmicznym, po wybiciu z formacji wartość DAX powinna spaść o połowę. Scenariusz ten dopełni się, jeśli indeks znajdzie się na poziomie 2150 pkt. Teoria mówi, że sama realizacja spadku to za mało, żeby prognozować zmianę trendu. Można natomiast oczekiwać korekty w bessie. Jej wielkość może być adekwatna do wielkości formacji i spadku, który ta formacja wywołała.
Ameryka się nie poddaje