Wczorajsza sesja ponownie upłynęła w nudnej atmosferze przy niewielkich zmianach cen i niskim wolumenie obrotu. Wydawało się, że weekendowe zamieszanie w rządzie wprowadzi nieco ożywienia na parkiet, niemniej jednak nic takiego nie miało miejsca. Jest to dobitny dowód na to, że na rodzimym parkiecie nie jest zaangażowany zagraniczny kapitał - dla przykładu zupełnie inaczej zachowywał się rynek walutowy, gdzie złoty wyraźnie osłabł. Dopiero końcówka sesji charakteryzowała się zwiększoną aktywnością strony podażowej.

Z technicznego punktu widzenia, już od ponad miesiąca wykres kontynuacyjny kontraktów znajduje się w dosyć męczącym stanie stabilizacji. Górny zakres wahań wyznacza okno bessy na poziomie 1135 pkt., natomiast dolną granicę zmian zlokalizować można w okolicy 1180 pkt. - nie licząc sporadycznych naruszeń tej bariery. Mimo że informacje napływające z otoczenia przemawiają raczej za pogłębieniem spadków, to jednak główny indeks giełdowy, a wraz z nim kontrakty, niezbyt chętnie kierują się w stronę południową. Część wskaźników technicznych (MACD, RSI, Price ROC) nawet sygnalizuje możliwość wystąpienia wzrostów, mimo że w średnim terminie nadal dominuje trend spadkowy. Odmiennie zachowuje się indykator ADX, który wskazuje na przewagę strony podażowej.

W najbliższym okresie, obok ryzyka wybuchu wojny, większy wpływ na notowania powinno mieć wewnętrzne ryzyko polityczne. Od tego, w jaki sposób zostanie rozwiązany obecny kryzys rządowy, może zależeć przyszły kierunek ruchu - rynek nie lubi niepewności. Odejście od władzy PSL w dłuższym terminie powinno być pozytywnie ocenione, niemniej jednak zerwanie koalicji przed referendum akcesyjnym może wprowadzać dodatkowy, niepotrzebny czynnik ryzyka.