Podczas przesłuchań w Izbie Reprezentantów Snow oświadczył, że nie widzi powodów do zaniepokojenia, związanych z ostatnim osłabieniem dolara na światowych rynkach. Kilka godzin później w Nowym Jorku sekretarz skarbu usiłował złagodzić swoje stanowisko, ale sygnał, jaki odebrały rynki, był jednoznaczny - administracja nie będzie umierać za silnego dolara. Amerykańska waluta traci na wartości głównie z powodu obaw związanych ze zbliżającą się wojną z Irakiem oraz nie najlepszych raportów makroekonomicznych. Nie bez znaczenia jest także utrzymujący się od trzech lat rynek niedźwiedzia na amerykańskich giełdach. W ciągu minionego roku dolar stracił wobec innych walut po kilkanaście procent, a spadki nabrały dodatkowej dynamiki od listopada - tylko w ciągu minionych czterech miesięcy obniżka kursów wyniosła średnio 7%. Wobec euro straty były jeszcze wyższe i przekroczyły 10%.
Analitycy z Wall Street nie ukrywali zaskoczenia oświadczeniami Snowa. - Jeśli nie miał nic do powiedzenia (na temat dolara), to najlepszą strategią było po prostu milczenie - stwierdził Marcel Kasumovich z Merrill Lynch. Zdaniem Jane Foley z Barclays Capital, wypowiedzi sekretarza skarbu podważają wiarygodność dotychczasowej polityki mocnego dolara, którą zapoczątkował jeszcze Robert Rubin za czasów administracji Billa Clintona.
Ekonomiści ostrzegają, że gwałtowny spadek amerykańskiej waluty może obudzić mechanizmy inflacyjne i zniechęcić zagranicznych inwestorów do lokowania kapitału w USA.