Po prawie 2 miesiącach spadku WIG20 dotarł w środę w pobliże poziomu, na którym przebiega dolne ograniczenie półtorarocznej konsolidacji rynku, wyznaczone przez minima z września-października 2001 oraz lipca-października 2002. Ewentualne przełamanie tego kluczowego poziomu doprowadziłoby na krajowym rynku akcji do powstania bardzo niekorzystnej sytuacji, której konsekwencje byłyby odczuwalne jeszcze przez długi czas. Oczywiście nagłe pojawienie się silnego popytu na polskie akcje w przyszłości mogłoby w każdej chwili unieważnić ten ewentualny negatywny sygnał techniczny, ale możliwość jego wygenerowania świadczy właśnie o braku takowego popytu. Jeśli WIG20 w najbliższym czasie spadnie poniżej 1050 pkt, to na krajowym rynku akcji będziemy mieć do czynienia z sytuacją dokładnie analogiczną do tej z końca lutego 2001. Na krótko, techniczną konsekwencją takiego wyłamania w dół powinien być spadek indeksu poniżej dotychczasowego dna bessy z września 2001 roku (977 pkt) i przedłużenie obecnej fali spadku o kolejne tygodnie. We wtorek analogiczną linię trendu wzrostowego naruszył węgierski BUX, co z racji identycznego praktycznie zachowania obu rynków, przynajmniej od maja zeszłego roku, jest warte zauważenia. Na potwierdzenie znaczenia tego sygnału warto jednak poczekać do końca tygodnia.

Zgodnie z poglądem, który upowszechnił się w ostatnich tygodniach wśród inwestorów na świecie, ostatnie spadki spowodowane są negatywnym wpływem niepewności wywołanej groźbą ataku USA na Irak. W takim ujęciu silne wzrosty zaczną się wraz z rozpoczęciem działań wojennych. Ten konsensus jest najprawdopodobniej - jak to zwykle bywa - błędny. Może to oznaczać, że wzrost rozpocznie się przed atakiem i zakończy dokładnie w chwili, gdy wiadomość o rozpoczęciu działań wojennych dotrze do szerokiej publiczności. Alternatywnie rząd USA nie odważy się na samodzielną akcję, co zinterpretowane jako polityczna porażka wywołałoby krótkoterminową panikę w obozie "byków - podżegaczy wojennych".