O notowaniach na rynku naftowym decydowała wczoraj w dalszym ciągu napięta sytuacja polityczna. Ceny ropy były coraz wyższe, gdyż USA i Wielka Brytania są gotowe zaatakować Irak bez poparcia ONZ. Wojna grozi nie tylko zahamowaniem irackiego eksportu, lecz także ograniczeniem dostaw z innych państw Zatoki Perskiej. Tymczasem zapasy paliw płynnych na świecie są bardzo małe. Jest to efekt dużego zużycia oleju opałowego w dotkniętych ostrą zimą Stanach Zjednoczonych oraz wielotygodniowego strajku w Wenezueli. Wprawdzie kraje OPEC wyrażają gotowość wyrównania braków na rynku, ale - zdaniem ekspertów - ich możliwości są pod tym względem ograniczone. W tej sytuacji nie można wykluczyć, że państwa importujące ropę będą musiały sięgnąć do rezerw strategicznych. OECD, zrzeszająca kraje o najwyższym poziomie rozwoju, przestrzegła wczoraj przed pogorszeniem koniunktury w gospodarce światowej, gdyby kryzys iracki miał doprowadzić do długotrwałego wzrostu notowań ropy naftowej. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w kwietniu płacono w czwartek po południu 33,63 USD, wobec 33 USD w końcu sesji środowej.
Cena złota wykazywała skłonność do wzrostu. Sprzyjał jej bardzo niski kurs dolara do euro, a także wysokie notowania ropy naftowej. Coraz większa niepewność dotycząca ataku na Irak powstrzymywała jednak inwestorów przed zawieraniem transakcji, stąd obroty na rynku były niewielkie. W Londynie złoto zdrożało do 355,35 USD za uncję, z 353,55 USD dzień wcześniej.
Wzrosły też notowania miedzi. Tona tego metalu w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała po południu 1686 USD wobec 1679 USD w środę.