Gorączka zakupów ogarnęła wczoraj inwestorów na GPW, a że podobny trend - wbrew sytuacji w Europie Zachodniej - panował również w Budapeszcie, to przyczyn takiego zachowania trzeba szukać poza granicami Polski. Wydaje się, że inwestorów zagranicznych skłoniły do działania wyniki maltańskiego referendum nt. przystąpienia do UE. "Przypadkowo" moment ten wypadł kilka dni po teoretycznym dołku pięciotygodniowego cyklu... Słusznie czy niesłusznie, popyt wywindował ceny blue chipów do poziomów najwyższych od dwóch tygodni.
Co więcej, rozwierają się "nożyce" wyceny akcji polskich i europejskich: o ile WIG20 od końca stycznia niemal nie zmienił swej wielkości, to np. DAX spadł w tym czasie o 15%! To oznacza, że w przypadku jakiejkolwiek korekty akcje europejskie będą miały większy potencjał wzrostu... Wszystkiemu winna jest chyba zanikająca płynność - coraz większa koncentracja akcji u podmiotów, które najwyraźniej nie chcą się ich pozbywać niezależnie od poziomów cen, perspektyw i sytuacji makroekonomicznej. Nie trzeba dodawać, że będzie to miało katastrofalne skutki dla naszego rynku.
Zawsze jednak można znaleźć akcje, które przyniosą zyski nawet w okresie kiepskim dla rynku czy gospodarki w ogóle. Ubiegłoroczne przykłady Groclinu czy LPP dają dużo do myślenia - wydaje się, że lepsze od rynku zachowanie takich spółek, jak Dębica, Kęty, Stomil Sanok czy Cersanit może być próbą poszukiwania takich liderów. I kolejnym potwierdzeniem tezy, mówiącej, że solidnych fundamentów można obecnie szukać jedynie w sektorze przemysłowym, a nie w bankach czy budowlance.
Zwróć uwagę:
ComArch - najsilniejsza technicznie spółka sektora IT, zaskoczyła bardzo dobrymi wynikami finansowymi za IV kwartał br.