Wczorajsza sesja była zwieńczeniem tego, co działo się na rynku od ostatniej środy. Wtedy bowiem można było zobaczyć pierwsze większe zlecenia kupna, które, biorąc pod uwagę ich "styl", utratę korelacji WIG20 z rynkami zachodnimi oraz analogiczne zachowanie rynku węgierskiego, jasno wskazywały zagranicznych inwestorów jako źródło popytu. Wiele osób traktuje takie rozróżnianie funduszy trochę jako spiskową teorię dziejów, gdyż (co mnie też denerwuje) niemal każda zwyżka naszego rynku jest błędnie przypisywana właśnie mitycznej zagranicy. Jednak co do ostatnich dni, nie ma wątpliwości, że wzrost zainicjowały zagraniczne fundusze. Korzyści z tego były widoczne nie tylko wczoraj, ale też pozwala to nieco optymistycznej spojrzeć na kolejne sesje. Z reguły taka determinacja kupujących nie kończy się na jednym większym wzroście.
Do długich także zachęcała i dalej zachęca analiza techniczna. Widoczny na wykresie klin zniżkujący powoli przechodzi do historii, ale wzrost z niego wynikający nie został jeszcze zrealizowany.Wygenerowany na ostatnich sesjach sygnał kupna zanegować mogłoby chyba dopiero zejście pod średnią kroczącą.
Nie znaczy to oczywiście, że wzrostu nic nie może zatrzymać. Tuż nad 1135 pkt zarówno na rynku kasowym, jak i terminowym, mamy bardzo silne opory i tutaj moglibyśmy nawet zakończyć wzrosty, pozostając w konsolidacji. Stałoby się tak, gdyby rynki niemiecki i amerykański nie zatrzymały spadków. Utrata korelacji z naszymi "benchmarkami" nie może przekraczać granic przyzwoitości. Na razie nasi profesjonalni inwestorzy (tłumaczyłem ostatnio ewenement słusznej bazy) sądzą, że powrót wzrostów na tych parkietach to tylko kwestia paru dni, co potwierdza choćby ankieta Investors Intelligence (liczba niedźwiedzi już niemal równa bykom).