W połowie lutego do giełdowej firmy wpłynęła wiadomość z Archidiecezji Poznańskiej, zgodnie z którą "Archidiecezja zgłosiła do sprzedaży 203 tys. akcji Lubawy. Akcje zostały sprzedane". Walory reprezentują 7,25% kapitału i głosów na WZA przedsiębiorstwa. W ostatnich miesiącach nie było transakcji pozasesyjnych na papierach Lubawy, akcje były więc sprzedawane na rynku. Transakcje z udziałem Archidiecezji mogły mieć miejsce tylko 10 stycznia. Wówczas wolumen obrotu wyniósł ponad 205 tys. papierów (kurs wahał się między 2,5-2,69 zł). Gdyby Archidiecezja wcześniej pozbywała się walorów, sprzedaż należącego do niej pakietu zajęłaby jej - ze względu na niską płynność akcji - co najmniej kilka miesięcy. Tym samym już dawno musiałaby poinformować o zejściu poniżej progu 5% głosów na WZA. Z kolei po 10 stycznia niski wolumen obrotu uniemożliwiał pozbycie się istotnej części papierów.
Dlaczego dopiero po miesiącu Archidiecezja poinformowała o wycofaniu się ze spółki? - W grę mogą wchodzić tylko zaniedbania administracyjne - mówi ksiądz Henryk Nowak, ekonom Archidiecezji Poznańskiej. Gigantyczny, jak na Lubawę, wolumen na sesji 10 stycznia wskazuje, że sprzedaż nastąpiła w ramach umówionych transakcji. Było ich w sumie siedem. Do tej pory jednak nie ujawnili się inwestorzy, którzy przejęli papiery. Być może żaden z kupujących nie przekroczył progu 5% głosów. Walory nie trafiły raczej w ręce dotychczasowych dużych akcjonariuszy spółki, ponieważ nie informowali oni o zwiększeniu zaangażowania ani w raportach bieżących, ani w raporcie kwartalnym (a większość z nich musiałaby to zrobić, ponieważ zasiada w radzie nadzorczej Lubawy).
- Nie wiem, kto kupił akcje - mówi ks. Nowak. Pytany, czy Lubawa była wyjątkiem, czy też Archidiecezja dokonuje innych inwestycji giełdowych, odpowiada: - To jest już, rzekłbym, tajemnica zawodowa.
Największymi udziałowcami przedsiębiorstwa są osoby fizyczne. Krzysztof Fijałkowski ma 14,7% akcji, a do Jacka, Cezarego i Marcina Ochników należy w sumie 23,5% walorów.
Czym zajmuje się Lubawa