Czwartek przyniósł panikę na europejskich parkietach. Tyle tylko, że w odróżnieniu od środy, kiedy europejskie indeksy spadły do poziomów najniższych od kilku lat, była to panika kupna. Na tak nagłą poprawę nastrojów miał wpływ w zasadzie jeden czynnik - środowy odwrót amerykańskich indeksów, tuż powyżej dołków z 9 października ub.r. I co się z tym wiąże, wykreślenie świecowych formacji odwrócenia trendu. Inwestorzy w Europie zinterpretowali ten fakt jako sygnał zakończenia, trwającego od grudnia zeszłego roku trendu spadkowego. Zaktywizowało to, będące przez długi czas w defensywie byki. Efektem były trwające od rana silne wzrosty.
Analizując wykresy niemieckiego DAX-a czy też londyńskiego FTSE 100, można dojść do wniosku, iż ewentualna poprawa koniunktury, którą zapoczątkowała wczorajsza panika kupna, musi być traktowana tylko i wyłącznie w kategoriach mniejszego lub większego odreagowania. Nic bowiem nie wskazuje na zmianę długoterminowego trendu. Kilkuletnie formacje RGR na tych wykresach w dalszym ciągu straszą pogłębieniem spadków. Realizacja tych formacji oznacza spadek DAX-a przynajmniej do 1900 pkt, natomiast FTSE 100 powinien "zaliczyć" poziom 2800 pkt. To są oczywiście minimalne zakresy. Przecena może być jeszcze bardziej dotkliwa. Zanim jednak europejskie rynki ponownie ruszą na południe, najbliższe tygodnie powinny przynieść odreagowanie prawie czteromiesięcznej zniżki.
Więcej miejsca na wzrosty ma rynek niemiecki. Pierwszy silny opór tworzy bowiem dołek z października ub.r. (okolice 2600 pkt). Pozostaje więc blisko 13% miejsca na wzrost. Trochę mniejsze możliwości mają byki na FTSE 100. Co prawda, pierwsza bariera podażowa znajduje się już na poziomie 3481 pkt, czyli nieco powyżej czwartkowego zamknięcia. Jako że trudno zakładać, że giełda londyńska nie będzie partycypowała w odbiciu, stąd też trzeba przyjąć, że podobnie jak w przypadku DAX-a, odreagowanie sięgnie dołka z października ub.r. (około 3671 pkt).
Mając na uwadze odległość od oporów, ewentualna korekta nie będzie trwała dłużej niż 2 miesiące. Oznacza to, że najpóźniej w połowie maja na europejskie rynki znów powrócą spadki.