Pierwsze czytanie projektu ustawy o racjonalnym wykorzystaniu odnawialnych zasobów energii odbyło się w ubiegłym miesiącu, na połączonym posiedzeniu sejmowych Komisji Finansów i Ochrony Środowiska. Jak poinformowało Centrum Informacji o Rynku Energii, powołana została specjalna podkomisja, która ma się zająć wprowadzeniem poprawek do dokumentu i usunięciem obecnych w nich niezgodności prawnych. Przedstawiciele rządu mieli bowiem do poselskiego projektu sporo uwag. Reprezentanci Ministerstwa Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej stwierdzili, że "w tym kształcie ze względu na zasadnicze braki i niezgodności z innymi przepisami projekt nie powinien być przedmiotem dalszego postępowania legislacyjnego".
Nie takie pojęcia
Główne zarzuty stawiane przez rząd - jak podało CIRE - dotyczą między innymi skoncentrowania projektu na jednym tylko rodzaju energii odnawialnej - energii geotermalnej i geotermicznej i pominięciu innych źródeł OZE. Uwagi dotyczyły także pojęć i terminologii, które - zdaniem przedstawicieli resortu - są niezgodne z obowiązującymi aktami prawnymi. Poza tym część z nich jest niezdefiniowana w innych aktach prawnych. Powoduje to chaos pojęciowy. Dodatkowo sam tytuł ustawy jest dyskusyjny, tym bardziej że określenie "odnawialne zasoby energii" nie jest używane w dyrektywach unijnych, a polskie prawo posługuje się zwrotem "odnawialne źródła energii", a nie zasoby.
Sporo uwag wiązało się także z proponowanym przez posłów zapisem, mówiącym o wsparciu finansowym dla wytwórców OZE. Jest on sprzeczny z ustawą o pomocy publicznej dla przedsiębiorstw. Poza tym projektodawcy nowej ustawy nie przedstawili wyliczeń wskazujących, jakie to pociągnie konsekwencje dla budżetu państwa. Nie określono również precyzyjnie, skąd miałyby pochodzić pieniądze na ten cel.
Kiepskie uzasadnienie