Pasmo militarnych sukcesów szybko przełożyło się na dalsze wzrosty zachodnich rynków, co w końcu musiało podziałać na GPW. Wydaje się jednak, że powrót do korelacji z amerykańskim parkietem nie byłby teraz dla nas korzystny. U nas bowiem wszystko sprzyja dalszemu wzrostowi, podczas gdy w USA szykuje się korekta wojennego rajdu.

Wystarczy spojrzeć na amerykańskie wykresy, gdzie na coraz mniejszym obrocie indeksy doszły do ważnych oporów. Zresztą dynamiczny wzrost notuje także optymizm analityków. Opisywany ostatnio wskaźnik M. Hulberta, w połowie tego rajdu dalej pokazywał duży pesymizm, co pozwoliło na kontynuację wzrostów. Jednak ostatnio analitycy błyskawicznie zmienili się w zagorzałe byki i indeks zanotował rekordowy wzrost o 18%. Choć jego obecny poziom jest neutralny, to tak duży skok optymizmu powinien przynieść korektę. To samo jeśli chodzi o Investors Intelligence, gdzie mamy niespotykany wręcz wzrost odsetka byków z 39,8% do 46,6%. Analogiczna zmiana (spadek) miała miejsce tylko 13 lutego, co zapoczątkowało kilkudniową euforię. Radziłbym z USA uważać.

Czy korekta zatrzymałaby polskie byki? Tu odpowiedź leży w zagranicznych funduszach, które w mojej ocenie ostatnią konsolidację wykorzystują do akumulacji. Zbliżająca się seria unijnych referendów (Słowenia w ten weekend, następne Węgry) daje podstawy do podgrzania kandydujących do UE indeksów, czego także węgierski Bux jest najlepszym przykładem. Zresztą tak jak polskim funduszom prezent zrobił minister Belka, tak teraz Kołodko poprzez osłabienie złotówki uatrakcyjnił w oczach zagranicy polskie akcje. Piątkowy wzrost to prawdopodobnie uderzenie wyprzedzające rozpoczynający się okres silnej GPW, który mógłby potrwać nawet aż do maja. Tak więc byki - carpe diem, by znowu było skąd spadać.