Po silnych poniedziałkowych spadkach za oceanem rodzimy rynek otworzył się niewielkim oknem bessy. Pierwsze godziny sesji upłynęły pod znakiem znikomych wahań wartości indeksu, a inwestorzy skupieni byli na obserwacji indeksów zagranicznych i doniesień z wojny. Dopiero po wiadomości o zdobyciu strategicznego portu na południu Iraku na giełdach zagranicznych, a w ślad za tym również i w Polsce, pojawił się silniejszy popyt. W ciągu godziny indeks WIG20 zyskał kilkanaście punktów i zbliżył się do poziomu poniedziałkowego zamknięcia, po czym ponownie przeszedł w stan stabilizacji. Początek notowań na giełdach amerykańskich nie dał wyraźnego impulsu co do kierunku ruchu i ostatecznie indeks największych spółek zakończył dzień na niewielkim minusie.
Mimo że w obecnych okolicznościach zarówno analiza techniczna, jak i informacje gospodarcze czy polityczne pozostają w tle działań wojennych, to jednak warto zwrócić uwagę na kluczowe poziomy dla WIG20. Obserwowany ostatnio optymizm na giełdach zagranicznych w nieco mniejszym stopniu przełożył się na rodzimy rynek, niemniej jednak wykres indeksu ponownie zbliżył się do bardzo silnej bariery podażowej na wysokości 1140 pkt. Mimo że przyszły kierunek ruchu zależy od tego, jak długo potrwają działania wojenne i w jaki sposób zostanie zakończony konflikt, to jednak ewentualne przełamanie oporu na poziomie 1140 pkt. może sprawić, że rynek wyrwie się ze stanu średnioterminowej stabilizacji i przynajmniej przetestuje długoterminową linię trendu spadkowego, przebiegającą na wysokości około 1185 pkt.
Sytuacja na giełdach zagranicznych prezentuje się analogicznie do pierwszego konfliktu w Iraku, kiedy po wybuchu wojny indeksy ostro ruszyły w górę. Niemniej jednak obecne warunki różnią się od tych sprzed 12 lat i dlatego też należy ostrożnie reagować na zwyżki giełd zachodnich. Wprawdzie indeksy amerykańskie zyskały ostatnio ponad 15%, to jednak poniedziałkowa sesja za oceanem pokazała, że strona popytowa wcale nie czuje się pewnie.