Zaroiło się w Polsce od speców "ekonomii wojennej". Kreślą scenariusze gospodarcze dla Polski i dla świata, w zależności od rozwoju sytuacji militarnej w Iraku. Banalny wywód wiąże skutki gospodarcze z czasokresem konfliktu (krótki konflikt lokalny czy długotrwały konflikt regionalny?). W modzie są oszacowania naszego udziału w przyszłej odbudowie Iraku.
Wcześniej przeżyliśmy falę emocji i spekulacji związanych z tzw. offsetem. Fala offsetowa dość szybko opadła. Fala spekulacji gospodarczych wokół odległej wojny też kiedyś opadnie. Zarówno zamówienia w ramach offsetu, jak i reperkusje wojny oraz ewentualnej rewitalizacji Iraku mają pewne znaczenie dla gospodarki naszego kraju. Ale jest to znaczenie drugorzędne. Niewspółmierne wobec wewnętrznych wyzwań i skutków integracji z Unią Europejską. Oby więc sprawy drugorzędne nie przesłoniły nam spraw pierwszorzędnych.
Nasz los zależy od jakości polityki gospodarczej. Żeby przekroczyć próg skuteczności, polityka musi się zasadniczo zmienić. Specprogramy wymyślane w rządzie, pod hasłem "przedsiębiorczość-rozwój-praca", nie ożywiły przedsiębiorczości. Nie dały ani pracy, ani rozwoju. Polska zasługuje na podobny manewr, jaki wbrew sobie i swoim hasłom wyborczym ogłosił kanclerz Schroeder w Niemczech. Przymusiły go do tego okoliczności, czyli stagnacja i bezrobocie. Widząc fiasko swej polityki, zrezygnował z socjaldemokratycznej retoryki i zaryzykował konflikt z zapleczem związkowym SPD. Opozycyjna CDU/CSU stanęła wobec podobnego problemu, jak prorynkowa opozycja w Polsce, słysząc zapowiedzi Grzegorza Kołodki. W Niemczech i w Polsce kierunek inicjatyw rządowych jest dobry, ale ich głębokość niewystarczająca. Najwyższa pora, by przygotować budżet do wymogów Unii Europejskiej, co jest treścią propozycji wicepremiera Kołodki. W imię tego ruszył nawet sprawę ubezpieczeń rolników, uważaną za temat tabu w epoce koalicji SLD/PSL.
Ale oszczędności, koniecz- ne, by jako tako debiutować w Unii Europejskiej, są absolutnie niewystarczające dla ożywienia gospodarki. Co gorsza, projekt dalszego przerzucania ciężaru podatkowego na klasę średnią może raczej zaszkodzić, niż pomóc. Cóż z tego, że Platforma Obywatelska, forsując równolegle własny kodeks sanacji finansów publicznych, wesprze wydatkowo-konsolidacyjną część pakietu Kołodki, skoro inni mogą wesprzeć dzieło zniszczenia, potęgując na przykład progresję PIT. Cóż z tego, że niemiecka opozycja wesprze kanclerza Schroedera, skoro - zdaniem przewodniczącej CDU Angeli Merkel, wizytującej aktualnie Warszawę - jest to zbyt płytki manewr, by wyrwać gospodarkę Niemiec z letargu. Polacy i Niemcy nie mają czasu na półśrodki. Ani spekulacje wojenne, ani offset, ani nawet fundusze Unii Europejskiej nie pomogą, jeśli na głównym froncie - krajowym - będziemy się potykali o własne nogi.