Obecnie ograniczeniem w wydawaniu kart wyłącznie z mikroprocesorem są terminale. Wprawdzie wszystkie instalowane od początku tego roku muszą mieć zdolność odczytu mikroprocesora, to jednak te już działające wymagają dostosowania. Wiąże się to z wysokimi kosztami. Centra rozliczeniowe liczą na pomoc ze strony operatorów i współfinansowanie inwestycji. Nadzieję na to, że karty z mikroprocesorem nie zawisną w próżni, daje PolCard, który angażował się w program kart chipowych od początku i terminale ze zdolnością odczytu procesorów stawia od marca 2000 r. Ma ich ponad 40 tys. (jedna trzecia z wszystkich działających). Banki szukając wyjścia z sytuacji przez pewien czas będą więc skazane na wydawanie kart zarówno z chipem, jak i paskiem magnetycznym - takie właśnie karty kredytowe oferuje do stycznia np. Kredyt Bank.
Pieniądz przyszłości
Karty z mikroprocesorem uznawane są za przyszłość usług bankowych i finansowych. Zapewniają zdecydowanie wyższy poziom bezpieczeństwa transakcji, również internetowych. Nie do przecenienia jest też możliwość przeprowadzenia bezpiecznych transakcji off-line. Sklep czy punkt usługowy nie będzie potrzebował łącza z bankiem, by przekonać się o wypłacalności klienta. O jego możliwościach płatniczych będą świadczyły zakodowane na mikroprocesorze informacje. Autoryzacji dokona sam mikroprocesor, w którym można również zapisać wysokość limitu wyznaczonego przez bank. Na straży bezpieczeństwa kart chipowych będzie też stał PIN, niezbędny przy każdorazowej autoryzacji.
Mikroprocesor zapamiętuje do kilku tysięcy razy więcej informacji niż pasek magnetyczny, dzięki czemu pozwala na realizowanie wielu nowych, niemożliwych teraz do uzyskania funkcji. Taką kartę można będzie np. wykorzystać do podpisu elektronicznego, a także do uczestnictwa w rozbudowanych programach lojalnościowych.
Obecnie na rynku funkcjonuje ponad 34 tys. kart z mikroprocesorami, niecałe 10 tys. z nich to karty hybrydowe, wyposażone zarówno w pasek magnetyczny, jak i mikroprocesor.