Reklama

Pokój "Świętokrzyski"

Publikacja: 29.03.2003 09:04

Już się wydawało, że pokój "Świętokrzyski" (pomiędzy NBP a Ministerstwem Finansów, położonymi na tej samej ulicy w Warszawie) powrócił na dłużej. Nic z tego. Przypomnijmy, że ostatni raz wojna (tylko zimna) rozgorzała po rządowych groźbach ograniczenia władzy Rady Polityki Pieniężnej. Tym razem iskrzy przy okazji reformy finansów publicznych. Ministerstwo Finansów chce wykorzystać rezerwę rewaluacyjną NBP do sfinansowania jednorazowych wysokich wydatków w 2004 r. (głównie związanych ze składką do budżetu UE). Przewiduję, że pokój zapanuje po cichu, dyskretnie i szybko. Strona rządowa po prostu sonduje jeszcze jedną metodę szukania szybkich pieniędzy. Ale jej nie znajdzie i będzie musiała się wycofać. Rynki o tym wiedzą i dyskontują jakąkolwiek możliwość kompromisu.

Rezerwa rewaluacyjna NBP jest zapisem księgowym w bilansie banku centralnego. Jej wartość jest aktualizowana co miesiąc i odzwierciedla zmiany kursu złotego wobec walut obcych, w których bank posiada aktywa rezerwowe. Sama rezerwa równa się skumulowanej różnicy netto między kursem, po jakim waluty obce zostały nabyte (w ciągu ostatnich kilkunastu lat), a ich obecną wyceną w złotych według kursu rynkowego. Rezerwa opiewa obecnie na około 27-28 mld dolarów ekwiwalentu w złotych (dane na koniec 2002 roku).

Czy wykorzystanie rezerwy (czyli zmonetyzowanie papierowych zysków kapitałowych) ma sens ekonomiczny? Z punktu widzenia podaży pieniądza, realizacja zysków ma taki sam wpływ na budżet i zachowania uczestników rynku, jak bezpośrednia sprzedaż skarbowych papierów wartościowych bankowi centralnemu. W obu przypadkach NBP finansuje zakup drukiem nowego pieniądza, powiększając jego podaż. Dla rządu jest to źródło dochodu (lub pozycja finansująca deficyt). Dla sektora prywatnego druk nowego pieniądza jest formą podatku, zwanego inflacyjnym. W krótkim okresie większa podaż może przyczynić się do stymulowania działalności gospodarczej. W dłuższym okresie wpłynie na wzrost cen i inflacji, czyli obniży siłę nabywczą pieniądza.

O ile ekonomiści mają raczej jednoznaczną opinię na temat rezerwy rewaluacyjnej, o tyle mało znane są ich poglądy na temat wykorzystania rezerw walutowych. Te ostatnie wynoszą obecnie około 27-28 mld dolarów (to, że są równowarte rezerwie rewaluacyjnej jest przypadkiem). Aktywa rezerwowe banku centralnego są skumulowaną nadwyżką bilansu płatniczego. W odróżnieniu od rezerwy (która jest wirtualna), jest to twardy, namacalny pieniądz w postaci papierów wartościowych emitowanych przez rządy krajów, których waluty Polska kupiła. W ciągu lat cudzoziemcy "zostawili" w Polsce więcej swoich pieniędzy (np. nabywając akcje firm, obligacje rządu, ziemię itp.) niż Polacy "wysłali" za granicę (np. importując więcej dóbr niż eksportując). NBP skupił tę nadwyżkę od sektora prywatnego i trzyma je jako oficjalne zagraniczne aktywa rezerwowe.

Uważam, że rząd powinien rozważyć częściowe wykorzystanie części rezerw walutowych NBP. Dlaczego? Rezerwy są przydatne, gdy bank interweniuje na rynku walutowym lub gdy zabezpiecza (implicite lub explicite) dług zaciągany przez RP. Wartość rezerw ma duże znaczenie, gdy kurs walutowy jest sztywny, ale jest mniej istotna, gdy kurs jest płynny. Aktywa rezerwowe sprzyjają obronie kursu sztywnego przed atakiem spekulacyjnym. Gdy kurs jest płynny i stabilny, rezerwy pełnią drugorzędną rolę, bo wszelkie dostosowania rynkowe odbywają się właśnie dzięki elastyczności kursowej. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy NBP nie interweniował na rynku walutowym. Perspektywa przystąpienia Polski do Unii Walutowej już wzmocniła wiarygodność rządu jako emitenta obligacji. W momencie przyjęcia euro, rezerwy NBP zostaną rozwiązane i zasilą pulę aktywów zagranicznych Europejskiego Banku Centralnego. A zatem teraz nadszedł właściwy czas, aby zastanowić się nad kosztem alternatywnym finansowania potrzeb pożyczkowych obcych krajów - bo tym w istocie są inwestycje w obligacje USA, Wielkiej Brytanii czy Niemiec.Jeśli rząd chce sfinansować część składki Polski w UE z rezerw NBP, to operacja ta nie wpłynie ani na podaż pieniądza, ani na popyt krajowy. Odpowiednio zmniejszy się wprawdzie przyszły transfer zysków NBP do budżetu, ale nie są to pozycje równoznaczne. Rząd może też zakupić rezerwy NBP w celu przedterminowej spłaty swojego długu zagranicznego. Nie jestem przekonany o konieczności wczesnej amortyzacji długu, ale na pewno jest ona do rozważenia.

Reklama
Reklama

Jest pewnie wiele innych kreatywnych możliwości wykorzystania rezerw walutowych, o których nie wiem. Postulowałbym przesunięcie dyskusji na ten właśnie temat. Rozwiązanie rezerwy rewaluacyjnej jest nie do przeprowadzenia. Szkoda czasu i zachodu. Natomiast częściowe rozwiązanie aktywów rezerwowych to temat i sexy z ekonomicznego punktu widzenia, i praktyczny. Zapraszam kolegów ekonomistów do dyskusji.

autor jest sekretarzem

Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama