Wczorajsza sesja była wyjątkowa. Ta wyjątkowość wynikała z faktu, że wczoraj był 1 kwietnia i wszystkim dopisywały humory. Każdy był skory do żartów i chciał zrobić psikusa innym.
Żartowały media, podając różne dziwne, zmyślone bądź nie, informacje. Okazało się, że żartował pan premier, powołując Marka Balickiego na szefa resortu zdrowia, oraz że żartował przy odwołaniu ministra Łapińskiego, skoro teraz powołał pana Naumana na szefa Narodowego Funduszu Zdrowia, który to fundusz może się okazać sam w sobie wybornym żartem (PO skierowała wniosek do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy o powszechnym ubezpieczeniu w Narodowym Funduszu Zdrowia).
Jako że humory dopisywały już od rana, to szybko się udzieliły także inwestorom i ci właściwie cały dzień żartowali, że handlują. Śmiechu było co niemiara, gdy kursy tuż po rozpoczęciu notowań zaczęły piąć się do góry. Okazało się bowiem szybko, że ten wzrost to taki primaaprilisowy kawał byków. Popyt faktycznie nie miał zamiaru atakować poniedziałkowej luki bessy. Kilka osób się na to nabrało, co jeszcze bardziej rozśmieszyło towarzystwo. Podaż nie pozostała dłużna i także zrobiła psikusa zbijając ceny do poziomu poprzedniego zamknięcia, ale nie niżej. Przez resztę sesji w wyśmienitych nastrojach obserwowaliśmy, jak niektórzy próbowali handlować. Znalazło się bowiem kilka osób z małym poczuciem humoru i ci składali zlecenia. Na szczęście nie było ich wielu, więc nie psuło to zabawy.
Po takiej śmiesznej sesji wszystko okazuje się śmieszne. Śmieszna jest zmienność i śmieszne są obroty. Tylko jedno, niestety, śmieszne nie jest. Nie jest śmieszne, że my takie śmieszne sesje nie mamy tylko 1 kwietnia, ale co najmniej kilka razy w tygodniu. Mówi się, że śmiech to zdrowie. No to można spokojnie przyjąć, że polscy inwestorzy są najzdrowszą grupą zawodową.