Czy rynek funduje nam kolejną "powtórkę z rozrywki"? Zadaję sobie to pytanie w kontekście podobieństw między wydarzeniami z ostatnich sesji, a tym, co działo się w połowie marca. Kontrakt FW20 wybił się w dół z formacji "harami", co mogło sugerować poważniejszą rozprawę z trendem wzrostowym, jaki obowiązuje od początku marca.
Istotnie, wtorkowe próby utrzymania się kontraktów w trendzie wzrostowym wyglądały dość rozpaczliwie. Tym razem jednak nie liczył się styl, tylko skuteczność - ta pozwoliła dziś stronie popytowej nie tylko na obronę owej linii, ale nawet na podejście w rejon EMA-55 i zeszłotygodniowego zgromadzenia doji. Takie skupienie oporów w rejonie 1118 pkt musiało skutkować wzmożoną akcją podaży i spadkiem kursów.
Obecnie, zgodnie ze schematem przećwiczonym w połowie marca, powinniśmy ujrzeć kilka sesji konsolidacji i ruch w górne partie miesięcznego kanału wzrostowego, czyli w okolice 1160 pkt. Apetyt podsyca kilka symptomatycznych zachowań oscylatorów. MACD uchronił się przed spadkiem poniżej poziomu równowagi. ROC (21) i RSI (14) utrzymują się w regularnych trendach wzrostowych. Czy jednak rynek powtórzy marcowy schemat, śmiem wątpić. Możliwe jest podejście w okolice 1130 pkt, lecz atak na górne ograniczenie średnioterminowej konsolidacji wymaga innego układu wskaźników szybkich, a zwłaszcza CCI. Z pewnością sytuacja, w której średnia tego wskaźnika zawraca i traci na wartości, nie zapowiada (teoretycznie) możliwości ataku na 1140 pkt. Kolejnym argumentem popierającym tezę o wytracaniu momentum przez rynek są negatywne dywergencje na Ultimate. Reasumując, wykres sforsował krótkoterminową linię trendu spadkowego, lecz brak rozstrzygnięć w okolicach 1120-1123 pkt podtrzymuje atmosferę niepewność.