Wczoraj nie było na irackim froncie tak spektakularnych wydarzeń jak poniedziałkowe wtargnięcie Amerykanów do centrum Bagdadu, ale też wśród uczestników rynku naftowego utwierdzało się przekonanie o nieuchronnym zwycięstwie sojuszników. A to będzie oznaczało znaczne zwiększenie eksportu irackiej ropy. Zmieniły się więc nastroje na rynku. Nikt nie boi się już zakłóceń dostaw z Bliskiego Wschodu, co windowało ceny ropy aż do początku wojny, natomiast eksporterzy tego surowca zaczęli obawiać się nadpodaży. Cena ropy jest już w dolnym przedziale wyznaczonym przez OPEC między 22 i 28 USD za baryłkę, a na wzrost popytu nie ma co liczyć, bo na północnej półkuli kończy się sezon grzewczy, natomiast tempo wzrostu gospodarczego nadal jest bardzo słabe. W tej sytuacji na 24 kwietnia zwołano nadzwyczajne posiedzenie ministrów Organizacji Państw Eksporterów Ropy Naftowej, na którym ma być rozważane zmniejszenie produkcji. Po południu na londyńskiej giełdzie baryłka ropy gatunku Brent z dostawą w maju kosztowała 24,57 USD, a więc o 1 centa mniej niż na poniedziałkowym zamknięciu.

Znowu staniała wczoraj miedź po jednodniowym optymizmie spowodowanym sukcesami amerykańskich wojsk. Rynek metali ponownie zdominowały obawy o koniunkturę gospodarczą na świecie, bo bez jej poprawy nie zwiększy się popyt na miedź, a więc nie wzrosną jej ceny. Tona miedzi kosztowała wczoraj w Londynie 1597 USD, wobec 1614 USD dzień wcześniej.

Po czterech dniach spadku ceny złota wczoraj wzrosły, głównie w wyniku osłabienia kursu dolara wobec euro i spadków kursów na giełdach akcji. Na fixingu w Londynie cena złota wzrosła do 322,3 USD za uncję. W najbliższych dniach może się zmieniać nawet dość gwałtownie, ale nie powinna spaść poniżej 315 USD.