Zgodnie z tym, co Polska wynegocjowała na szczycie w Kopenhadze, z unijnej kasy rolnicy w 2004 r. dostaną 25% tego, co ich unijni koledzy po fachu. W 2005 r. stawka ta wyniesie 30%, a w 2006 r. - 35%. Wysokość tej części dopłat ma być obliczana na podstawie wielkości gospodarstwa. Tylko części, bo rolnicy mogą też liczyć na pieniądze z unijnych funduszy strukturalnych oraz wypłaty z budżetu krajowego. Dzięki tej operacji wielkość dopłat mogłaby wzrosnąć do 55% w 2004 r., 60% w 2005 r. i 65% w 2006 r. Zgodnie z decyzją, którą w lutym podjął rząd, na te pieniądze mogą liczyć ci rolnicy, którzy produkują artykuły dotowane obecnie przez kraje Piętnastki. Są to więc np. zboża, rzepaki, chmiel.
Jednak dopłaty dla rolników, które mają pochodzić z krajowego budżetu, są warunkowe. Uwagę na to zwracają niektórzy posłowie, m.in. z PSL. Ich zdaniem, wypłaty powinny być gwarantowane ustawowo. Wczoraj połączone komisje Finansów Publicznych i Europejska przyjęły projekt uchwały, która zobowiązuje rząd do uwzględnienia w budżetach na lata 2004-2006 środków na dopłaty dla rolników. Wiceminister rolnictwa Jerzy Plewa powiedział w czasie obrad komisji, że w ciągu trzech następnych lat na ten cel zostanie przeznaczonych 6,6 mld zł.
- Kwota ta pozwala rocznie wygospodarować na dopłaty bezpośrednie dla rolnictwa ponad 2 mld zł, licząc od 2004 r. do 2006 r. - powiedział wiceminister Plewa.
Zgodnie z pierwszą wersją programu naprawy finansów publicznych, w przyszłym roku rolnicy powinni otrzymać ok. 4,7 mld zł płatności bezpośrednich. Większość tej kwoty to tzw. prefinansowanie środków z funduszy UE. To oznacza, ze państwowa kasa wypłaci ok. 2,5 mld zł, co zostanie jej następnie zwrócone przez Wspólnotę. Bezpośrednio z budżetu pochodzić ma ok. 1,9 mld zł.