Wczorajsza sesja przez większość czasu była całkiem spokojna. Małe obroty oraz zmienność sygnalizowały jej korekcyjny charakter. Ot, kolejna sesja odreagowania poniedziałkowego wyskoku.

Można by ją było tak podsumować, gdyby nie ostatnia godzina notowań. Tuż przez rozpoczęciem notowań na rynku amerykańskim poszła w świat informacja, że centrum Bagdadu jest już zajęte, a wojska koalicji są przyjmowane z radością. Reakcja była łatwa do przewidzenia. Skoczyły ceny kontraktów w USA, skoczyły indeksy w Europie i w końcu skoczył nasz WIG20. Także kontrakty skoczyły i to na tyle mocno, że udało się dojść do poziomu maksimum z poniedziałku - 1183 pkt. Problem w tym, że w czasie tego wzrostu obrót na rynku kasowym nie rósł wystarczająco mocno. Gdyby doszło do pokonania szczytu mielibyśmy wybicie przy mniejszym obrocie. Taki sygnał nie zostałby potraktowany poważnie. Do takich wniosków doszło chyba wielu graczy, bo nie było komu faktycznie tego wybicia dokonać.

Końcówka sesji to już konsekwencja tej słabości popytu i spadek do poziomu wtorkowego zamknięcia. Zniżka była dość dynamiczna, gdyż wielu graczom zaczęło w oczy zaglądać widmo formacji podwójnego szczytu, zwanej też "M". Wydaje się, że na takie wnioski jest jeszcze za wcześnie. Przypomnijmy, że o formacji można mówić wtedy, gdy przebity zostanie poziom dna znajdującego się między szczytami. W tym wypadku wyznacza je wczorajsze minimum na 1162 pkt. Poza tym, jest też druga przeszkoda. Nawet jeśli ceny zejdą pod 1162 pkt to jest mało prawdopodobne, że będą dynamicznie spadać, a to za sprawą byków broniących luki z poniedziałku. Tak więc, można zakładać, że jeśli nawet "M" zostanie wykreślone, to spadek nie powinien być tak duży, jak wskazuje na to teoria. Rynek jest za silny.