Wczoraj złoto trochę staniało, co analitycy tłumaczyli jedynie realizacją zysków przez uczestników tego rynku. Wszystkie czynniki ekonomiczne nadal przemawiają bowiem za umacnianiem się ceny kruszcu. Wciąż marne są prognozy gospodarcze dla całego niemal świata, słabnie amerykański dolar, spadają kursy na giełdach akcji. Wielu inwestorów liczyło na giełdową hossę zaraz po zakończeniu wojny w Iraku. Teraz wydają się jednak przeważać pesymistyczne nastroje, o czym przesądza niepewność co do perspektyw gospodarczych i obawy o wyniki spółek. A przy giełdowej dekoniunkturze i słabym dolarze złoto zawsze drożeje. Firma konsultingowa Gold Fields Mineral Services przewiduje, że właśnie dlatego cena złota już w drugim półroczu wróci powyżej 350 USD za uncję.

Ropa naftowa wczoraj nieco staniała, co było spowodowane informacjami o nadpodaży na tym rynku. Przedstawiciele Organizacji Państw Eksporterów Ropy potwierdzili, że światowa podaż przewyższa teraz popyt o ok. 2 mln baryłek dziennie, głównie w wyniku zwiększenia wydobycia przez Arabię Saudyjską i Wenezuelę. Międzynarodowa Agencja Energetyczna poinformowała, że w ub. miesiącu produkcja ropy sięgnęła rekordowego poziomu 80,3 mln baryłek dziennie. Ropy jest więc na rynku więcej niż ktokolwiek spodziewał się jeszcze kilka dni temu. W tej sytuacji jest niemal pewne, że OPEC za dwa tygodnie zmniejszy limity wydobycia, by ratować cenę przed większymi spadkami.

Po południu na londyńskiej giełdzie baryłka ropy gatunku Brent z dostawą w maju kosztowała 25,18 USD, a więc o 7 centów mniej niż na zamknięciu dzień wcześniej.

Tona miedzi kosztowała wczoraj po południu w Londynie 1596 USD, wobec 1597 USD na środowym zamknięciu.