Uchwała przyjęta przez obie izby parlamentu ogranicza ulgi podatkowe dla firm i likwiduje prawo spółek holdingowych do kompensowania strat w jednych firmach zyskami z innych. W sumie będzie to oznaczało zwiększenie wpływów z podatków o 4,4 mld euro rocznie, podczas gdy pierwotny plan rządu zakładał podniesienie przychodów z tego tytułu o 15,5 mld euro.
Program tak znacznego podniesienia podatków był powszechnie krytykowany przez niemieckich przedsiębiorców. Tamtejsza gospodarka wciąż nie może na dobre wyjść z recesji, w której znalazła się w 2001 r. Rosnące bezrobocie i słabe tempo wzrostu gospodarczego spowodowały zmniejszenie przychodów z podatków przy jednoczesnym zwiększeniu wydatków socjalnych. Deficyt budżetowy wyniósł w tej sytuacji 3,6% PKB w ub.r., podczas gdy limit Unii Europejskiej, przyjęty przy walnym udziale Niemiec, wynosi 3%. Wobec odrzucenia przez parlament większości rządowego programu, analitycy spodziewają się, że w tym roku deficyt ten sięgnie 4% PKB.
Opozycja, wykorzystując posiadaną większość w izbie wyższej parlamentu, zniweczyła podatkowe plany rządu kanclerza Schroedera, argumentując, że tak duże ich podniesienie zaszkodziłoby gospodarce.
Twarde negocjacje opozycji z rządem doprowadziły do kompromisu, ale by go osiągnąć, rząd musiał zrezygnować z planów podniesienia podatków od firm samochodowych, zniesienia ulg podatkowych dla kupujących domy i podwyższenia VAT na bilety lotnicze w całej Unii Europejskiej, a także na inne towary, na przykład na cięte kwiaty.
Niemieckie spółki z wielką ulgą przyjęły ten kompromis. Prezes Lufthansy Wolfgang Mayrhuner powiedział, że podniesienie podatku oznaczałoby katastrofę jego firmy. Hermann Scholl, prezes Bosha, drugiego na świecie producenta części samochodowych, przyznał, że wzrost podatków, jakiego chciał rząd, zmusiłby jego spółkę do zwolnienia kolejnych 800 pracowników.