Wczorajsza sesja z pozoru przebiegała w spokojnej atmosferze. Niewielka zmienność i niewielki obrót. Transakcji też wiele nie było, co sprawiało, że przez dłuższy czas notowania mogły nie przykuwać uwagi graczy. Ot, sesja, jakich ostatnio wiele.
Takie powierzchowne spojrzenie może jednak wprowadzić w błąd. Faktycznie mieliśmy do czynienia z wojną, ale psychologiczną. Obie strony rynku, zarówno niedźwiedzie, jak i byki, miały szansę na wygenerowanie korzystnego dla siebie sygnału. Walka toczyła się o sporą stawkę i każdy miał wiele do stracenia. Celem niedźwiedzi było zamknięcie luki hossy, jaka została otwarta w poniedziałek. W czwartek dokonał się pierwszy krok w tym kierunku - na wykresach powstała formacja podwójnego szczytu. To dało misiom krótkoterminową przewagę. Byki miały ciężkie zadanie przy obronie poziomu luki. Jej zamknięcie mogłoby wywołać panikę u części posiadaczy długich pozycji, co z pewnością pogłębiłoby spadek. Byłoby to o tyle niebezpieczne, że w jego wyniku ceny mogłyby zejść w obręb niedawnej konsolidacji, czyli po prostu zanegować wybicie z niej.
Luka nie została zamknięta. Popyt stanął na wysokości zadania i wybronił rynek przez większym spadkiem. Nie przesądza to jeszcze o powrocie do wzrostów, ale stawia niedźwiedzie w trudnym położeniu. Po pierwsze trend jest dość wyraźny i nie udało im się go załamać. Po drugie, oprócz samej luki rolę wsparcia wypełniała także średnia krocząca. Spadek zatrzymał się właśnie na jej poziomie. O powrocie do wzrostów zadecyduje wyjście cen nad poziom 1162 pkt. To oznaczać będzie załamanie formacji podwójnego szczytu - będzie można oczekiwać wzrostu w okolice wierzchołków na 1183 pkt.