No business with oligarchs - tak (wedle mojej wiedzy) brzmi wstępne życzenie przedsiębiorców zza Atlantyku, szukających partnerów w Polsce. Rozglądają się zaś właśnie z okazji offsetu i pierwszych przymiarek do odbudowy Iraku.

Pisałem wcześniej na łamach Parkietu, że nie zbudujemy na offsecie i powojennych budach strategii ożywienia polskiej gospodarki. Naprawa gospodarki musi się rozegrać na krajowej szachownicy. Ale offset i powojenne zamówienia są cennym dodatkiem, nie do pogardzenia na gospodarczym bezrybiu. Dlatego martwi, że przybysze zza Atlantyku pytają o korupcję i oligarchizację, czyli przenoszą na nasz grunt obawy, jakie sami żywimy przy okazji interesów z Wspólnotą Niepodległych Państw.

Etykietę współczesnych oligarchów rezerwowano dotąd dla uprzywilejowanej kasty rosyjskiego biznesu z epoki Jelcyna. Niektóre rosyjskie giganty surowcowe, w drodze na zachodnie rynki i po zachodnie kapitały, dokonują samooczyszczenia. Dbają o lepszy wizerunek, okupując to hojnymi fundacjami, naukowym i kulturalnym sponsoringiem. Łukoil, którego ADR-y są kwotowane na londyńskiej giełdzie, zaprosił do Rady Dyrektorów m.in. Marka Mobiusa (z Templeton Asset Management) - niewątpliwy autorytet na zachodnich rynkach. Import kadrowy dla uwiarygodnienia widać także w strategii grupy Jukoz i TNT. Nie sadzę, by importowani ludzie byli jedynie figurantami. Światowe uczulenie na korupcyjne przecięcia biznesu z polityką wzrosło po wykryciu afer korporacyjnych w USA, po tym co odsłoniły dokumenty Enronu. Okazało się bowiem, że nie jest to tylko plaga dojrzewającego kapitalizmu.

W czasie gdy niektóre firmy Wspólnoty Niepodległych Państw - szczerze czy nieszczerze, udanie lub mniej udanie - próbują samooczyszczenia, wizerunek polskiego kapitalizmu nieco się przybrudził. Pomimo zabiegów środowiska o etykę, pomimo kodeksu dobrej praktyki korporacyjnej. Niestety, wzrosła także (lub się ujawniła) skłonność do robienia interesów poprzez układy i lobbingi na salonach władzy. Poprzez "znajomości na górze", a nie jakość oferty i biznesplanu. Polska zaś jest "na podglądzie" jako kandydat do Unii Europejskiej. Informacje o niejasnych kulisach dymisji w Ministerstwie Skarbu Państwa, przepychankach na rynku medialnym i samowolce prezesów przenoszą się w świat lotem błyskawicy. Niekiedy są przesadnie wyolbrzymiane, gdy w grę wchodzą polityczne porachunki ("Ocean korupcji i nielegalnego handlu" - ostrzegał tytuł z "Le Figaro"). Ale gdy o polskich oligarchów pyta życzliwy nam biznes zza Atlantyku, są powody do niepokoju...