Wczorajszą sesję należy uznać za korektę ostatnich dwóch dni spadków. Jej rozmiar nie jest zbyt duży. Warto porównać dwie wielkości. Spadek liczony od szczytu do dołka to dokładnie 59 pkt. Wczoraj korekta sięgnęła poziomu 1145, czyli od dołka było to 21 pkt. Widać zatem, że w przybliżeniu jest to minimum, jakie korekta powinna wynieść. Czy można zatem uznać, że na 1145 pkt się ona skończyła?
Tego oczywiście teraz wiedzieć nie mogę. Jednak moim zdaniem wzrost jedynie o niecałe 38,2% to jest za mało. Zatem, albo wczorajszy wzrost to jeszcze nie TA korekta, której powinniśmy oczekiwać, lub będziemy mieli jeszcze poprawkę. Postawienie sprawy w taki sposób rodzi odpowiednie skutki w działaniach inwestycyjnych. Póki nie odnotowano nowych minimów tej małej (na razie) tendencji spadkowej, to należy przyjąć, że korekta jeszcze trwa.
Drugą ewentualnością jest zejście cen poniżej poziom minimów z wtorku. Jak, w takim razie, przedstawiałaby się nasza sytuacja i czego należałoby oczekiwać? Spadek powinien nas zaprowadzić w okolice wzrostowej linii trendu (około 1110 pkt) i dopiero od tego poziomu powinniśmy rozpocząć TĘ korektę. Zakładając, że jej ruch zniesie połowę poprzedzającego ją spadku, można liczyć na wzrost do okolic wczorajszego maksimum. Tam też będzie przebiegać nasza średnia krocząca.
Oczywiście istnieje możliwość, że spadek sprowadzi nas znacznie poniżej poziomu 1110 pkt. Jednak będzie to się wiązać z poważnymi sygnałami sprzedaży (przełamanie linii trendu oraz poziomu 62-proc. zniesienia wzrostu z 1064 do 1183 pkt.), co wywołałoby kolejną falę spadków. Wydaje się, że bez nieco większego wzrostu się nie obędzie, a czy to będzie tylko korekta, czy też zatrzymanie spadków, przekonamy się później.