"Model Fed" jest używany przez szefa Zarządu Rezerwy Federalnej (Fed) Alana Greenspana, który twierdzi, że system ten dobrze ocenia to, co dzieje się na rynku i ma dużą skuteczność w przewidywaniu przyszłości. Porównuje on uśrednione oczekiwania analityków co do przyszłych zysków spółek ze S&P 500 oraz rentowność 10-letnich not (obligacji emitowanych w sposób ciągły) amerykańskiego skarbu państwa.
Z takiego zestawienia wynika, że nawet po 17-proc. wzroście indeksu szerokiego rynku giełdy nowojorskiej od początku roku, ma on wciąż sporo miejsca do dalszego ruchu w górę. Spółki ze S&P 500, według oczekiwań specjalistów, zarobią w tym roku średnio 55,03 USD w przeliczeniu na jedną "uśrednioną" akcję z tego indeksu. Przyszłe (oczekiwane) zyski stanowią 6% obecnej wartości wskaźnika. Natomiast rentowność 10-letnich not wynosi 3,97%. Oczekiwana zyskowność indeksu o ponad połowę przewyższa rentowność rządowych papierów dłużnych. Oznacza to, że aby indeks był w równowadze, powinien znajdować się na poziomie ok. 1380-1390 pkt. Tymczasem S&P oscyluje obecnie w granicach 910-920 pkt.
Druga interpretacja modelu wskazuje natomiast na oczekiwania inwestorów co do przyszłych zysków spółek. Jeśli obecna wartość indeksu S&P 500 jest poziomem równowagi, inwestorzy oczekują spadku zysków na "uśrednioną" akcję z indeksu S&P 500 do 36,17 USD, czyli o 26%. Ten poziom zysków da bowiem rentowność równą 3,97%.
Mimo to, że model rekomenduje sama Rezerwa Federalna, jest wielu przeciwników tego podejścia. Przede wszystkim zarzuca mu się to, że bierze pod uwagę oczekiwania, a nie faktyczne dane. - Szacowane wyniki spółek mogą być bardzo mylne. Nie używam tego modelu i w zasadzie nie wiem, dlaczego w ogóle jest on stosowany. Poza tym przy szacowaniu akcji trzeba brać pod uwagę więcej czynników niż tylko rentowność 10-lenich not - twierdzi, cytowany przez Bloomberga, Jay Compson z Abington Capital.