Wiceminister, piastujący także stanowisko GIIF, zastrzega, że podane przez niego dane dotyczące wprowadzania do obrotu środków pochodzących z przestępstw są tylko szacunkami. Na pytanie internautów o skalę zjawiska prania brudnych pieniędzy w Polsce stwierdził, że tego nikt nie jest w stanie precyzyjnie policzyć.
GIIF zajmuje się zbieraniem danych na temat podejrzanych transakcji w obrocie gospodarczym i - w razie potrzeby - przekazuje sprawę organom ścigania. O podejrzanych transakcjach muszą informować inspektora tzw. instytucje obowiązane. Należą do nich m.in. banki i domy maklerskie, ale także antykwariaty, komisy, lombardy, domy aukcyjne oraz firmy handlujące metalami i kamieniami szlachetnymi. Współpraca z GIIF jest obowiązkowa. Za odmowę udzielenia informacji na temat podejrzanych przepływów lub za fałszywe informowanie GIIF grozi do 5 lat więzienia. W przypadkach, gdy nastąpiły "znaczne szkody" - nawet do 8 lat. Instytucje obowiązane muszą brać pod lupę wszystkie transakcje, których wartość przekracza 15 tys. euro.
Podczas wczorajszego czatu internetowego na stronach MF wiceminister Uczkiewicz pochwalił najważniejsze instytucje rynku kapitałowego za - jak powiedział - dobre przygotowanie do współpracy z GIIF.
- Jest dobre zabezpieczenie giełdy w tym zakresie. Natomiast o tym, czy będzie ono pełne, zdecyduje realizacja ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy przez domy maklerskie - powiedział wiceminister Uczkiewicz.
Jednak zdaniem wiceministra najlepiej do walki z tym procederem przygotowane są banki. - One stosunkowo dawno wypracowały sobie wiele wewnętrznych dobrych procedur postępowania. Niewątpliwie są najlepiej przygotowanymi instytucjami finansowymi spośród wszystkich innych, o których mówi ustawa - uważa J. Uczkiewicz.