Ceny ropy naftowej spadły we wtorek do najniższego poziomu od ponad pięciu miesięcy. Tendencję tę tłumaczono coraz większą podażą tego surowca, podczas gdy państwa OPEC zapowiedziały mniejszą niż oczekiwano redukcję wydobycia. Zapasy ropy w USA zwiększały się przez dwa kolejne tygodnie i - zdaniem ekspertów - mogą rosnąć w dalszym ciągu ze względu na duży import. Dysproporcję między podażą a popytem na rynku naftowym może pogłębić mniejsze zużycie paliw płynnych, którego spodziewa się w bieżącym roku Międzynarodowa Agencja Energetyczna. Instytucja ta uznała śmiertelną chorobę SARS za dodatkowy czynnik hamujący wzrost gospodarczy na świecie. Według OPEC, tylko w Azji zapotrzebowanie na ropę zmaleje z tego powodu o około 300 tys. baryłek dziennie, głównie wskutek spadku zainteresowania podróżami lotniczymi. Tymczasem OECD uznało niskie notowania na rynku naftowym za pozytywne zjawisko, które powinno ułatwić ogólną poprawę koniunktury. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w czerwcu płacono we wtorek po południu 23,30 USD wobec 23,50 USD w końcu sesji poniedziałkowej.
Lekką skłonność do spadku wykazywała również cena złota. Kruszec ten kosztował w Londynie 333,60 USD za uncję wobec 333,85 USD w poniedziałek.
Wzrosły natomiast notowania miedzi. We wtorek po południu za tonę tego metalu w kontraktach trzymiesięcznych płacono w Londynie 1597 USD wobec 1586 USD dzień wcześniej. Uczestnicy rynku zachowywali jednak ostrożność ze względu na spadek zaufania przedsiębiorców do gospodarki francuskiej, niemieckiej i włoskiej. Obawy budziła też perspektywa osłabienia przez SARS wzrostu gospodarczego w Chinach, które są największym odbiorcą miedzi.