Zwycięstwo technologii nad bankami nie doprowadziło do zmiany trendu na warszawskiej giełdzie. Ten, niestety, wciąż ma kierunek boczny. Wzrost WIG20 do 1163 pkt na początku miesiąca nie był wstępem do większej zwyżki, ale okazał się dobrą okazją do pozbycia się akcji. Po raz czwarty z rzędu zamknięcie miesiąca wypada na poziomie zbliżonym do 1100 pkt.
Hossa średnich firm
Na niewielkiej zmienności WIG20 cierpią przede wszystkim ci, którzy grają na kontraktach na ten indeks. W tym kontekście spadek aktywności rynku futures o zaledwie 5% należy uznać za zaskakujący. Miesięczny wolumen na najpopularniejszych kontraktach na WIG20 wyniósł 265 tys., wobec 277 tys. w marcu. Na rynku akcji było o wiele ciekawiej, niż wskazywałby na to niewielki ruch wskaźnika największych spółek.
W cieniu zmagań technologii z bankami trwa hossa na średnich spółkach. W dalszym ciągu nieźle można zarabiać na akcjach przedsiębiorstw, które przewodziły wzrostom w 2002 roku. Po przeprowadzeniu oferty na rynku pierwotnym, czemu towarzyszył spadek notowań na giełdzie, do trendu wzrostowego wrócił Groclin. Na akcjach tej spółki można było w kwietniu zarobić 16%. Inwestycja w walory LPP dała 26-proc. stopę zwrotu. Ponad 32% wzrosły notowania Apatora. Jeśli dodać do tego rosnące kursy dystrybutorów farmaceutyków (Farmacol, Prosper, PGF), kontynuujące dobrą passę Kęty i Dębicę (+20,5% - najlepszy w kwietniu wynik spośród firm z WIG20) czy coraz droższy Remak, to będziemy mieli dowody prawdziwego runu na średnie spółki.
Dobrej koniunktury nie oddaje MIDWIG, ponieważ największy wpływ na wartość indeksu średnich firm mają akcje banków, które z powodów formalnych nie mogą wejść w skład WIG20. W kwietniu MIDWIG wzrósł o 3,3%, do 926,5 pkt i podobnie jak wskaźnik największych firm znajduje się w trendzie bocznym. Brak wyraźnej tendencji może być jedną z przyczyn, dla których wzięcia nie mają kontrakty na ten indeks. Łączny wolumen w ostatnim miesiącu wyniósł zaledwie 276 sztuk.