EBC, który ustala cenę pieniądza w całym regionie stosującym wspólną walutę, a więc w 12 krajach członkowskich Unii Europejskiej, oświadczył, że jego celem jest utrzymywanie inflacji "w pobliżu 2%". Wcześniejsze deklaracje mówiły o kontrolowaniu jej na poziomie od 0 do 2%. Bank Anglii od lat stara się ograniczać wzrost cen do 2,5% rocznie, z tolerancją 1 pkt. proc. w górę lub w dół.

Kanclerz skarbu, a więc tamtejszy minister finansów Gordon Brown, ma w ciągu miesiąca zdecydować, czy przyłączenie do strefy euro byłoby korzystne dla brytyjskiej gospodarki. Ostatnio stwierdził, że jest "ostrożny" co do członkostwa jego kraju w tym ugrupowaniu i skrytykował niektóre aspekty wspólnej europejskiej strefy walutowej, w tym również EBC.

Brown prawdopodobnie oceni, że rządowe kryteria wejścia do strefy euro nie są jeszcze spełnione, co wykluczałoby przeprowadzenie w tym roku referendum w tej sprawie. W takiej sytuacji w grę będzie wchodzić pytanie, jak długo rząd będzie czekał z przygotowaniem następnej oceny tego problemu.

Zwolennicy euro zalecają sporządzenie kolejnej oceny przed najbliższymi wyborami parlamentarnymi, które muszą być rozpisane do 2006 r. Natomiast przeciwnicy wspólnej waluty chcą, by Brown poczekał z tym do następnej kadencji.

- Drzwi zostały otwarte przed Bankiem Anglii i Brownem. Brytyjskim politykom na pewno spodoba się zmiana stanowiska EBC, bo cele inflacyjne już się zbyt nie różnią - powiedział Dieter Wermuth, ekonomista z frankfurckiego UFJ Bank i były doradca niemieckiego rządu. Uważa on, że Brytyjczycy jeszcze przed 2006 r. ponownie rozpatrzą kwestię przystąpienia do strefy euro.