Ubiegłotygodniowe notowania pozostawiły inwestorów na weekend w swoistej rozterce, wyrażającej się szpulką na wykresie tygodniowym. Poniedziałkowa sesja, niestety, nie pokazała kierunku i wątpliwości tych nie rozwiała.

Dość nudne jest nawiązywanie do znanej wszystkim formacji symetrycznego trójkąta liczącej już 1,5 roku, niemniej jednak jej obecność bezsprzecznie wpływa na postrzeganie przez graczy stosunku zysku do ryzyka. W tej chwili indeks znajduje się w odległości zaledwie 30 pkt od górnej granicy obszaru wyznaczonego trójkątem, tj. 1170 pkt. Im bliżej tej bariery, tym podaż będzie przybierać na sile. Co ciekawe, zbiega się on z poziomem szczytu z początku kwietnia na 1167 pkt. Obecnie można nawet na wykresie WIG20 zauważyć interesujący układ, czyli trójkąt w trójkącie. Mowa o ruchach indeksu z ostatnich 5 tygodni, przyjmujących właśnie kształt trójkąta. Górna linia tej formacji, stanowiąca wraz z luką z 7 kwietnia opór, była dziś testowana. Do wybicia zabrakło kilku punktów.

Wobec powyższego trend średnioterminowy nadal znajduje się pod presją nagromadzonych oporów. Kluczowe wsparcie wyznacza sesja z 30 kwietnia, kiedy to miał miejsce istotny zwrot, spowodowany wyczerpaniem się podaży akcji. Konsekwencją tego była luka hossy na 1125-1134 pkt. Obrona tego obszaru podczas kilku ostatnich sesji oraz obecność EMA-55 i SK-15 czynią zeń solidną odskocznię do jeszcze jednego ataku na 1150 pkt, a w dalszej kolejności na 1170 pkt. Wyobraźmy sobie teraz sytuację że WIG20 pokonuje strefę 1170-1180 pkt - czy należy to uznać za długoterminowy sygnał kupna? Gracze z pewnością wykorzystają taką sytuację do podciągnięcia kursów, ale średnioterminowy kapitał dla tak ważnej decyzji zastosować kilkuprocentowy powinien filtr. Jest to uzasadnione obecnością niezwykle silnego oporu na 1200 pkt, gdzie na przełomie 2002 i 2003 roku powstała znaczna luka bessy.

Tymczasem WIG20 znajduje się we wnętrzu "małego" trójkąta i pozostaje nam czekać na wybicie. Biorąc pod uwagę wskazania oscylatorów, obstawiałbym kierunek północny.