Do członkostwa Polski w Unii Europejskiej jeden krok. Zagęszczają się rozmaite imprezy, seminaria i parady, zbliża się referendum narodowe. Tak naprawdę Polska już znalazła się w trybach Unii Europejskiej. Te tryby to nie tylko setki regulacji przeszczepionych do wnętrza kraju, ale także spotkania robocze, na których rodzą się nowe regulacje. Uczestniczymy w nich z prawem głosu, ale bez prawa głosowania. A dzieją się sprawy ważne, których nie można przegapić. Już pierwsze dni w Parlamencie Europejskim w Brukseli były czymś więcej niż tylko uroczystą inauguracją i wieczorkiem zapoznawczym. Od razu zaatakował nas problem harmonizacji podatków bezpośrednich, a nawet ujednolicenia zobowiązań socjalnych przedsiębiorstw. Są to pomysły z brodą, ale ich zwolennicy dostali ostatnio wiatru w skrzydła. Na spotkaniu partii prawicowych (European People`s Party) można się było zorientować, że sprawa jest zaawansowana. Co więcej, dla wielu prawicowych deputowanych jest to sprawa godna rozwagi.

Wygląda na to, że będzie to pierwsza polska barykada, na której znajdziemy się razem z Wielką Brytanią, a także - mam nadzieję - z innymi krajami Europy Środkowowschodniej. Zwolennicy harmonizacji argumentują, że jednolite podatki są warunkiem sprawiedliwej konkurencji na wolnym, europejskim rynku. Zatem trzeba wyjść poza VAT, ujednolicić podatki osobiste i korporacyjne, a nawet zobowiązania quasi-podatkowe, na przykład świadczenia socjalne przedsiębiorstw. Nie wszystko, co pachnie uniformizacją w imię liberalizacji jest groźne dla Polski. Drobne ujednolicenia ułatwiają dostęp do wspólnego rynku 450 mln konsumentów, a utrudniają stosowanie rozmaitych blokad, jakimi posługują się kraje członkowskie i administracje lokalne dla ochrony własnych rynków. Wiedzą o tym dobrze polscy eksporterzy, przede wszystkim eksporterzy usług. Ale nasza zgoda na ujednolicenie kończy się tam, gdzie zaczynają się podatki i obowiązki socjalne. Naszą szansą jest bowiem skonkurencja podatkowa i płacowa. Argumentem zaś są Stany Zjednoczone. Niewątpliwy wspólny rynek, z jednolitą walutą, i zawzięcie rywalizującymi stanami, które wzajemnie odbierają sobie przedsiębiorców i inwestorów. Zatem możliwy, a nawet bardziej dynamiczny, jest wspólny rynek wraz z konkurencją podatkową. Byle tylko Polska wykorzystała obecną swobodę manewru. Nie po to, by podnosić podatki, ale po to, by zwiększyć własną atrakcyjność przez śmiały ruch w dół.

Mam nadzieję na wspólną obronę tej szansy, wraz z polskimi posłami-socjalistami do Strasburga i Brukseli. Linia europejskich podziałów, w kwestii harmonizacji podatków, przypomina to, co działo się przy okazji interwencji w Iraku...