Argentyna, której kryzys płatniczy wstrząsnął półtora roku temu rynkami finansowymi, będzie miała nowego prezydenta. Po rezygnacji Carlosa Menema z uczestnictwa w drugiej turze wyborów zostanie nim Nestor Kirchner - gubernator prowincji Santa Cruz. Obydwaj są członkami rządzącej partii peronistowskiej.

Miejscowe i zagraniczne koła finansowe interesuje przede wszystkim polityka ekonomiczna przyszłego rządu. Od niej zależy bowiem uzdrowienie gospodarki oraz unormowanie stosunków z wierzycielami, a tym samym zapewnienie Argentynie dopływu świeżych kapitałów.

Zamiary Kirchnera budzą niepokój ekonomistów. Chce on bowiem zwiększyć wydatki publiczne, m.in. na budownictwo mieszkaniowe, aby stworzyć nowe miejsca pracy i wydobyć gospodarkę z recesji. Jednak wobec deficytu budżetowego Argentyna nie ma środków na ambitne przedsięwzięcia, a niewypłacalność z tytułu obligacji rządowych odcięła ten kraj od międzynarodowego rynku kapitałowego.

W tej sytuacji władze w Buenos Aires mogą jedynie zwiększyć emisję pieniądza, a to groziłoby nasileniem inflacji. Zdaniem ekspertów, zamiast zwiększać wydatki publiczne, rząd powinien je ograniczyć, gdyż w przeciwnym razie utraci zaufanie zagranicznych kół finansowych. Obawy wywołuje też zapowiedź wstrzymania spłat zadłużenia zagranicznego, jeżeli miałyby one pogorszyć sytuację ubogiej części społeczeństwa.

Zwolennicy Kirchnera podkreślają jego sukcesy na stanowisku gubernatora, bezkompromisowość i umiejętność podejmowania szybkich decyzji. Przeciwnicy przypominają natomiast, że finansowanie inwestycji publicznych w prowincji Santa Cruz nie było trudne, zważywszy wyjątkowo duże wpływy do lokalnego budżetu z eksploatacji miejscowych złóż ropy naftowej. Wskazują też na zupełny brak zainteresowania gubernatora rozwojem przedsiębiorczości.