Po kilku ciekawych sesjach, w piątek znów na GPW zagościł marazm. Na rynku niewiele się działo. Obroty, w porównaniu z czwartkiem, spadły prawie o 40 proc. WIG20 przez cały dzień oscylował wokół 1170 pkt., żeby ostatecznie zakończyć na poziomie 1174,13 pkt.. W efekcie mamy biała świeczkę, która nie zmienia układu sił na wykresie.

Po czwartkowym, nieudanym teście zeszłotygodniowych maksimów, wczorajsza zwyżka na mniejszym obrocie, zamiast wyjaśnić sytuację, dodatkowo ją komplikuje. Dalej bowiem, równie prawdopodobna jest kontynuacja wzrostów, a w konsekwencji atak na silną strefę podażową, jaką 2 proc. wyżej tworzy luka bessy z 17 stycznia br. (1193-1210 pkt.), jak też odbicie od oporu i utworzenia podwójnego szczytu z linią szyi na 1150 pkt. W tym drugim przypadku będzie to oznaczało spadek do 1125 pkt., gdzie wsparcie tworzy trzymiesięcznej linii trendu wzrostowego. Tam też może się rozstrzygnąć, czy ten quasi trend wzrostowy, jaki od marca obserwujemy, będzie kontynuowany. Czy też, podobnie jak przed rokiem, z początkiem czerwca (po referendum?) obudzą się niedźwiedzie na warszawskim parkiecie.

Jeżeli spojrzeć na WIG20 przez pryzmat rynku technologicznym, to z uwagi na stale pogarszającą się sytuację na wykresie TechWIG (przełamana linii hossy, negatywna dywergencja na RSI, sygnał sprzedaży na MACD, czwartkowa spadająca gwiazda oraz coraz częstsze czarne świece), można wnioskować, iż WIG20 w przyszłym tygodniu raczej przetestuje linię hossy niż styczniową lukę bessy. Wcześniej jednak należy się liczyć z kolejną próbą przełamania najbliższych oporów. Sprzyjać temu będzie poniedziałkowy marazm (nie pracują giełdy w USA i Anglii), a także piątkowe, dobre zachowanie GPW (wzrost pomimo spadków w Eurolandzie).

Ja sceptycznie podchodzę do takiego scenariusza. Ten brak zaufania jest dodatkowo potęgowany przez ostatni odczyt wskaźnika Wigometr. Informuje on bowiem, iż wśród uczestników ostatniego badania, aż 57 proc. oczekuje wzrostu, a tylko 17 proc. spadku wartości indeksu WIG20 na koniec przyszłego tygodnia.