W kwietniu polskie firmy sprzedały za granicą towary o wartości nieco ponad 3 mld euro. Oznacza to spadek w stosunku do kwietnia 2002 r. i nieznaczny wzrost (o 1,6%) wobec marca. To wynik znacznie słabszy od oczekiwań: ekonomiści prognozowali, że eksport zwiększy się rok do roku, średnio o 5%. Ich zdaniem, na razie nie ma jednak powodu do niepokoju.
- Nie robiłbym jeszcze z tego problemu - mówi Marek Zuber, główny ekonomista TMS. Przyznaje jednak, że słabsze dane dotyczące eksportu świadczą o tym, że Polskę zaczyna dotykać spowolnienie gospodarcze w krajach Unii Europejskiej. - W Niemczech, które są naszym głównym partnerem handlowym, w pierwszym kwartale miał miejsce spadek PKB - dodaje M. Zuber. Jego zdaniem, gorsze wyniki eksportu mogą też mieć związek ze świętami wielkanocnymi. W tym roku wypadły one w kwietniu, a w zeszłym roku - w marcu.
- Na razie nie ma się jeszcze czym martwić. Trzeba poczekać na dane za kolejny miesiąc. Jeśli w maju znów będzie spadek, to dopiero będzie oznaczać, że z eksportem dzieje się coś niedobrego - ocenia Jacek Wiśniewski, szef działu prognoz i analiz w banku Pekao. Jego zdaniem, gorsze dane kwietniowe wynikają stąd, że w analogicznym miesiącu w ub.r. miał miejsce znaczący wzrost naszej sprzedaży za granicą. - Wyniki za pierwsze cztery miesiące tego roku, wskazujące na wzrost o 4,4% rok do roku, są nadal dobre - dodaje ekonomista.
Na pogarszanie się sytuacji w handlu zagranicznym wielokrotnie zwracał uwagę Janusz Witkowski, wiceprezes GUS. Według danych Urzędu, w pierwszym kwartale nasza sprzedaż zagraniczna zwiększyła się tylko o 1,3% rok do roku. W opinii J. Witkowskiego, eksport będzie miał coraz mniejsze znaczenie w kreowaniu wzrostu gospodarczego w Polsce.
NBP opublikował też dane dotyczące importu. W kwietniu wyniósł on 3,8 mld zł i był o 1,8% mniejszy niż przed rokiem, wobec spadku o 3,5% w marcu. Według J. Wiśniewskiego, wyhamowanie ujemnej dynamiki świadczy o tym, że sytuacja w imporcie się poprawia, a to z kolei oznacza, że rośnie popyt wewnętrzny.