Reklama

Rząd fachowców?

Publikacja: 05.06.2003 10:34

Kilka lat temu wyśmiewałem się z pomysłu tworzenia rządu apolitycznych fachowców. Jednak teraz przyznaję, że coś w tym jest. Nie da się ukryć, że w rządzie fachowców brakuje. Bo nawet afery, których coraz więcej otacza obecną Radę Ministrów, robią wrażenie czystej amatorszczyzny.

Aha - i żeby była całkowita jasność - mówiąc o fachowcach, nie mam na myśli zatrudnienia całej czeredy profesorów i doktorów. Wystarczy sobie przypomnieć historię Long Term Capital Management, funduszu hedgingowego, założonego przez naukowców od ekonomii, z których niektórzy dostali za swoje osiągnięcia Nobla. Fundusz padł z wielkim hukiem.

Jednak niech mi ktoś powie, dlaczego rządzą nami kompletni amatorzy?

Przykładowo - czy ma szanse na rynku firma, która w dobie spowolnienia gospodarczego nie stara się unowocześnić swoich przestarzałych towarów, a tylko podwyższa ich cenę, zwiększa zatrudnienie oraz zadłuża się coraz bardziej, choć możliwości obsługi długu się kończą? Firma, która ma patologiczną strukturę korporacyjną, bo rządzą nią kadrowcy niższego szczebla oraz kierownicy z nadmiernie rozdętego działu zakupów, a za kierunek rozwoju odpowiada w niej księgowy?

Tak funkcjonuje nasze państwo. W normalnej firmie, przy kurczącym się rynku zbytu, po prostu tnie się koszty. Czy ktoś słyszał o redukcji zatrudnienia w urzędach skarbowych po proponowanej przez ministra finansów likwidacji ulg podatkowych? A przecież uproszczenie zeznań podatkowych oznaczałoby mniej pracy dla urzędników. Czy któryś z ostatnich ministrów skarbu powiedział, że tak naprawdę setki firm, miliony hektarów ziemi i mnóstwo budynków państwu nie jest potrzebnych i tylko komplikuje zarządzanie? Owszem, zdarzali się ministrowie finansów, którzy nie kryli, że bez cięcia kosztów i redukcji długu nie da się prowadzić tego interesu, ale szybko zostali zastąpieni takimi, dla których bez porządnego deficytu nie ma budżetu.

Reklama
Reklama

Nie ma sensu mnożyć tej wyliczanki. W końcu tak się przyjęło, że minister sprawiedliwości zajmuje się robieniem dobrze prawnikom, bo sprawiedliwości - jak wiadomo - na tym świecie nie ma, a minister od dróg zajmuje się podatkami, bo dróg - to też wiadomo - nie ma. Ale najwyraźniej tak dalej się nie da.

Więc może - zamiast godzinami ślęczeć nad różnymi programami, planami i strategiami - ministrowie udaliby się na staż do jakiegoś przedsiębiorstwa. Niech się przyjrzą, jak nieprzyjemne, ale skuteczne, jest cięcie kosztów, niech nauczą się, jak można wyprzedawać aktywa w trudnym okresie. Albo nie na staż, ale zwykły kurs matematyki - z którego wyniosą wiedzę, że dwa i dwa jest cztery, a obniżka podatków nie może oznaczać podwyżki obciążeń, tylko robi się to inaczej. Być może dla wielu z nich okaże się to zadaniem ponad siły i możliwości umysłowe. I - kto wie - może fakt, że dzięki temu zrezygnują, okaże się największym zyskiem dla polskiej gospodarki.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama