Po raz drugi nie udało się kontraktom pokonać poziomu 1214 pkt, który jest początkiem drugiej styczniowej luki bessy. Pomimo że luka wystąpiła kilka miesięcy temu, wyraźnie widać, że stanowi silny opór. Na tyle silny, by rozciągnąć przy nim ujemną bazę do ponad 10 pkt. Nie jest to bynajmniej przypadek, bo gdy spojrzeć na wcześniejsze punkty zwrotne, to okazuje się, że także występowały na dość odległych lukach. Wystarczy przypomnieć, że wzrosty pod koniec zeszłego roku zatrzymały się właśnie na luce bessy (równie odległej - czerwcowej), a spadki w marcu skończyły się na luce hossy z początku października 2002 r. Nie odhaczałbym jeszcze szczytu, ale zachowanie rynku nie napawa optymizmem.
Ta słabość wynikała wczoraj zarówno z zapowiadanej kolejnej podaży państwowych akcji, jak i zmiany nastrojów na rynkach Eurolandu, gdzie bardzo korzystna obniżka stóp o 50 pb. nie tylko nie przyniosła euforii, ale też pogłębiła spadki, podobnie jak ignorowane jeszcze niedawno dane o zasiłkach dla bezrobotnych. Ostatnio wszystko było powodem do wzrostu. Wczoraj to bycze zaślepienie wyraźnie zmalało i to negatywnie wpływało także na nasz rynek.
Dzisiaj największe znaczenie będą miały dane o amerykańskim bezrobociu, które zawsze wywołują mocne reakcje. Trudno być optymistą co do amerykańskiego rynku pracy, ale tutaj wszelkie analizy biorą w łeb, bo przy okazji podawanych dzisiaj danych zmieniona zostanie metodologia ich liczenia. Wcześniejsze takie upiększanie statystyk oczywiście korzystnie wpływało na dane, skutecznie je fałszując. Dla inwestorów nie będzie mieć to znaczenia i będą się liczyć tylko emocje wynikające z odniesienia cyferek do prognoz. Nie bez podstaw jeden z banków określił akurat dzisiejszą publikację jako "nieprawdopodobną niepewność".