Z pewnością zapoczątkowana w poniedziałek korekta mogła być głębsza. Indeks dwudziestu największych spółek mógł swobodnie zejść nawet do poziomu 1190 pkt, bez zagrożenia dla trendu wzrostowego, a tymczasem niedźwiedzie zdołały doprowadzić jedynie do 2-proc. zniżki (tj. spadek do poziomu 1202pkt). Czwartek bowiem ponownie należał do byków, które najwyraźniej zamierzają kontynuować zakupy. Oczywiście, można mieć różnego rodzaju zastrzeżenia np. co do wielkości obrotów. Ale należy zwrócić uwagę, że od czasów pamiętnej sesji z 14 maja z 600 mln zł obrotu, obroty na rynku wyraźnie spadły i oscylują w przedziale 170-220 mln zł. Tak więc nie należy raczej oczekiwać gwałtownego wzrostu obrotów. Co więcej sesja z gwałtowną dynamiką obrotów może obecnie zwiastować dzień odwrotu, a nie potwierdzenie siły trendu. Dlatego też, uważam iż obecna fala wzrostowa zakończy się nie wcześniej niż przy 1250-1260 pkt. Na tych poziomach znajdują się bariery podażowe znacznie cięższego kalibru niż testowany obecnie opór na 1227 pkt. Poziomy te wyznaczają lokalne szczyty z listopada ub.r. i stycznia br., które wpisują się w dużą formację podwójnego dna z linią szyi właśnie na poziomie 1260 pkt. Ponadto, wybicie z krótkoterminowego kanału wzrostowego jakie miało miejsce 4 czerwca pozwala prognozować zwyżkę właśnie do wspomnianych wysokości. Ponadto, mimo iż skala wzrostów na wczorajszej nie była zbyt imponująca, to jednak wzrosty odbywały się szerokim rynkiem, co można przyjąć za kolejny argument przemawiający za dalszą aprecjacją indeksu WIG20.
Zachowanie wskaźników można w dalszym ciągu uznać za pozytywne. Ultimate Oscillator wprawdzie nie potwierdził ostatniego szczytu indeksu, niemniej bardzo ładnie obronił poziom równowagi. Zdecydowanie dobrze wygląda wskaźnik impetu, który ma jeszcze sporo miejsca na wzrosty i jak na razie nie daje żadnych sygnałów słabnięcia trendu. Dlatego też, mimo ogólnego sceptycyzmu mierzonego poziomem bazy na kontraktach terminowych, nie nadszedł jeszcze dogodny czas na realizację zysków.